Oddala się perspektywa konsolidacji i prywatyzacji sektora elektroenergetycznego. - Prace nad programem przygotowanym przez resort gospodarki mogą potrwać jeszcze 2-3 miesiące - powiedział PARKIETOWI poseł PiS Antoni Mężydło. On sam jest zdecydowanym przeciwnikiem konsolidacji producentów i dystrybutorów w energetyce. - To prosta droga do zapewnienia sobie przez koncerny renty monopolowej, ze szkodą dla odbiorców prądu - uważa poseł. Sceptycznie odnosi się też do prywatyzacji sektora, podkreślając, że firmy energetyczne kontrolowane przez państwo mogą być równie efektywne jak prywatne. Tymczasem program dla energetyki zakłada utworzenie czterech dużych skonsolidowanych grup, z których dwie mają być upublicznione, a dwie sprzedane inwestorom branżowym.

Spór dotyczy nie tylko rozbieżności pomiędzy rządem a jego politycznym zapleczem. - Wewnątrz rządu też jest konflikt, przede wszystkim pomiędzy resortem gospodarki i skarbu, który jest w pierwszym rzędzie zainteresowany generowaniem dochodów do budżetu, a nie konsolidacją - uważa Daria Kulczycka, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Jej zdaniem, po stronie resortu gospodarki stanie sektor energetyczny, którego przedstawiciele są przekonani o konieczności przekształceń.

Jakie są szanse na konsensus? - W kwestii energetyki rząd się miota, chciałby jednocześnie zjeść ciastko i mieć ciastko - komentuje ekspert z Instytutu Sobieskiego Tomasz Chmal. Chodzi o to, że rząd chciałby jednocześnie mieć wpływy z prywatyzacji, ale zachować kontrolę nad sektorem; mieć tanią energię, ale uniknąć zwolnień w sektorze itp. W opinii Chmala, umykają przy tym z pola widzenia podstawowe kwestie, w tym budowa połączeń międzysystemowych w obrębie UE. Włączenie się polskiego sektora w europejski obieg energii jest tymczasem konieczne dla przyszłości konkurencji na tym rynku - uważa ekspert.