Kto po piątkowym ataku popytu oczekiwał szybkiego przekroczenia przez WIG20 poziomu 3 tys. pkt, może czuć się zawiedziony. Szczególnie przebiegiem wczorajszych notowań. Poniedziałkowy wzrost, jeśli niższe niż sesję wcześniej obroty usprawiedliwić zamkniętymi rynkami w Ameryce, uznać można było za przejaw siły naszej giełdy. Natomiast wczorajszy spadek, w czasie kiedy w regionie kursy szły w górę (austriacki ATX wybił się z flagi i podobnie jak czeski PX50 zakończył sesję najwyżej w historii), interpretowany może być jako dowód słabości. Raczej niesłusznie. To prawda, że "zielony" generalnie świat plus rekordowe wyniki BPH oraz Pekao nie zostały wykorzystane do pociągnięcia kursów w górę. Ale statystyka podpowiada, iż zachowanie WIG20 jest typowe dla okresu po dużym wzroście.
Po rozpoczęciu hossy w 2003 roku zdarzyło się 15 sesji (bez piątkowej), na których WIG20 zyskał przynajmniej 3%. Po 10 notowaniach od tego wydarzenia indeks rósł średnio 0,3%, natomiast po 20 sesjach był wyżej o 1%. W poniedziałek wyrobiliśmy zatem normę na najbliższy miesiąc. Stąd jeszcze nie wynika, że czeka nas miesiąc trendu bocznego, bo średnia zmiana nie jest tutaj idealną miarą zachowania rynku. W 7 przypadkach na 15 zmiana WIG20 po 10 sesjach nie przekraczała 2%, ale zdarzył się i spadek o 12% (po wzroście o 2,6% na sesji 1 września 2003 roku) i skok o 8,7% (po wzroście o 3,0% 21 sierpnia 2003 roku). Porównanie obecnego zachowania rynku ze średnimi z przeszłości pozwoli oszacować, jak postrzegana jest warszawska giełda.
Jeśli jako punkt odniesienia do oceny akcji przyjąć rentowność obligacji, to po ostatnim rajdzie na rynku papierów dłużnych, atrakcyjność walorów udziałowych znacznie wzrosła. Jeszcze na początku listopada zeszłego roku dochodowość 5-letnich obligacji wynosiła 5,5%, co odpowiadało wskaźnikowi C/Z na poziomie 18. Teraz rentowność obniżyła się do 4,5% i akceptowany C/Z wzrósł do 22. Tymczasem spółki z WIG20 wycenia są przy C/Z wynoszącym 13, natomiast dla średnich firm z MIDWIG wskaźnik wynosi 16.