Na ławie oskarżonych w toczącym się od kilku tygodni w Houston procesie zasiadają Kenneth Lay oraz Jeffrey Skilling, byli szefowie Enrona oskarżeni m.in. o oszustwa. Fastow tłumaczył sądowi, jak funkcjonował mechanizm ukrywania strat. Powiedział, że Skilling kazał mu "wycisnąć jak najwięcej soku" z transakcji pozabilansowych zawieranych przez specjalnie powołane spółki.
Fastow był współarchitektem tego domku z kart, który runął pod ciężarem zobowiązań w 2001 r. Za oszustwa został skazany na dziesięć lat więzienia. Zgodził się zeznawać w zamian za wycofanie przez prokuraturę 96 innych zarzutów.
Obrońcy Laya i Skillinga twierdzą, że Fastow kradł pieniądze spółki i wzbogacił się na prowizjach z transakcji realizowanych przez spółki partnerskie, które zresztą sam utworzył. Fastow zeznał, że jego byli szefowie wiedzieli o istnieniu tajnych firm LJM1 oraz LMJ2 i orientowali się, do czego służą, a koncepcja utworzenia tych firm partnerskich została formalnie zaakceptowana przez radę nadzorczą. Ich nazwy złożone były z pierwszych liter imion dzieci Fastowa.
Te wehikuły służyły do podrasowywania zysków Enrona. Fastow zeznał w sądzie, że Skilling m.in. zmusił LJM2 do zakupu przynoszącej straty brazylijskiej elektrowni, której Enron chciał się pozbyć, by pokazać inwestorom lepsze wyniki. Na forum zarządu miał też bronić tego mechanizmu, zapewniając, że jedynym ryzykiem jest możliwość ujawnienia go przez "Wall Street Journal".
W połowie 2001 r. do Enrona, który kilka miesięcy później ogłosił bankructwo, zaczęły docierać informacje o transakcjach spółek LJM. Fastow miał wówczas powiedzieć Skillingowi, że firma ma problem rzędu 5-7 mld USD. I podobno sugerował, żeby Enron połączył się z firmą o lepszym bilansie. - Andy, jestem pod ścianą, nie wiem, co robić - miał usłyszeć w odpowiedzi.