Kondycję rynku najlepiej widać w czasie odreagowania po gwałtownym ruchu. Wczorajsza sesja była właśnie okazją do odrabiania strat. Stworzyły ją rynki azjatyckie oraz uspokojenie nastrojów na rynkach regionu, i to mimo że indeks CRB naruszał bardzo istotne wsparcie, co w ostatnich dniach indeksy giełd emerging markets wręcz przerażało.
Niestety, byki tej szansy nie wykorzystały. Dobra sesja wyglądałaby tak, że zaczynamy w strachu przy poprzednim zamknięciu i wraz z upływem czasu pokazuje się coraz większy kapitał przekonany o trwałości rozpoczętego odreagowania. Zamiast tego mieliśmy wczoraj wyznaczenie sesyjnych szczytów tuż po wysokim rozpoczęciu notowań, a dalsza część dnia to systematyczne osuwanie przerwane tylko na chwilę często spotykaną popołudniową konsolidacją.
Oczywiście, był to spadek zupełnie inny od tych na ostatnich dwóch sesjach. Indeks na południe ciągnął nie strach wobec rynkowego otoczenia (waluty, obligacje, surowce, pozostałe indeksy rynków wschodzących), ale brak nadziei na powrót pod szczyty hossy. Pocieszać się można tylko tym, że to drugie wyleczyć jest znacznie łatwiej niż faktyczny odpływ zagranicznego kapitału.
Podsumowując sesję jednym zdaniem należałoby powiedzieć - niewykorzystana bycza szansa. O tym, czy będzie kolejna, zadecyduje już reakcja światowych rynków na amerykański raport z rynku pracy. Przestrzegam od razu, że jego interpretacja z punktu widzenia GPW może okazać się bardzo karkołomna. Liczba nowych miejsc pracy w USA wyraźnie powyżej prognoz podniesie rentowność amerykańskich obligacji, a z kolei wyraźne rozczarowanie (oddalające podwyżki stóp) może przecenić indeksy. W świetle reakcji na ostatnie wydarzenia na rynkach długu paradoksalnie lepsze mogą się okazać dane poniżej prognoz.