W ubiegłym tygodniu inwestorzy nie mogli narzekać na brak emocji. Wprawdzie aktywność nie była zbyt duża, jak na nasze możliwości, ale determinacja kupujących okazała się imponująca. Oczywiście, ostatnie silne zwyżki na giełdzie "przypadkowo" zbiegły się w czasie z wygaśnięciem marcowej serii futures na WIG20.

Zadziwiająca jest łatwość przejścia rynku ze skrajnego pesymizmu do nieuzasadnionego optymizmu. Okazuje się, że wszelkie dane makroekonomiczne, informacje ze świata polityki, nie mają żadnego przełożenia na notowania naszych akcji. Szybko zapomnieliśmy o konflikcie wokół NBP. O groźbie przedterminowych wyborów szkoda pisać, tym bardziej że to nie robi większego wrażenia na inwestorach.

Wygląda na to, że pierwszy etap szybkiej przeceny akcji zakończył się równie szybkim powrotem do punktu wyjścia. Niewiele osób spodziewało się takiego obrotu sprawy, co potwierdziło regułę, że większość się myli. Pretekstem do zwyżki był powrót kapitału na rynki emerging markets, a także poprawa notowań ropy i miedzi. Przełożyło się to na duży wzrost spółek paliwowych i KGHM, głównych "sprawców" zwyżki.

Nie łudziłbym się jednak, że ostatni wzrost ma trwały charakter, ale i nie oczekiwałbym również gwałtownej wyprzedaży akcji. Naszym funduszom obecna zwyżka jest na rękę, wycena jednostek idzie w górę, więc ryzyko wzrostu umorzeń jest niewielkie. Odpływu kasy na razie więc nie powinno być, za to przypływ nowych środków jest prawdopodobny. Sytuacja zdecydowanie zmieni się, kiedy nastąpi kolejna fala wyprzedaży na emerging markets. Niestety, krótkoterminowy zagraniczny kapitał spekulacyjny równie szybko zmienia swoje upodobania. Wówczas może ponownie zabraknąć obrońców rynku.

Przy tak nieobliczalnym rynku lepiej skupić uwagę na mniejszych spółkach, o dobrych fundamentach. Brak w nich zagranicznych spekulantów to największy plus. Rodzimy kapitał z pewnością da sobie radę z utrzymaniem stabilnych cen w razie kolejne wyprzedaży na rynku.