Wiosną i jesienią minionego roku przez pierwsze dwa tygodnie od ustanowienia przez notowania na rynkach wschodzących lokalnych maksimów nasz rynek wyraźnie spadał, a przez następne dwa tygodnie odrabiał straty. Teraz ten schemat się powtarza. To na porządku dziennym stawia pytanie o dalszy rozwój wypadków - czy potoczą się one podobnie jak pół roku temu, gdy mniej więcej po miesiącu rynek zbierał już siły do nowej fali wzrostowej, czy też powtórzy się historia sprzed roku, kiedy po około czterech tygodniach powróciły zniżki i notowania pogłębiły wcześniejszy dołek.
Oczy zwrócone
na emerging markets
Można zakładać, że tak jak w tych dwóch przypadkach o rozwoju zdarzeń zadecyduje koniunktura na rynkach wschodzących. Może to wydawać się nudne, gdyż na temat amerykańskich obligacji oraz sytuacji na rynku towarowym napisano w ostatnich tygodniach bardzo dużo. Jednak wciąż trudno od tych elementów się oderwać. Wystarczy spojrzeć na notowania złotego, który praktycznie każdego dnia powiela zachowanie innych walut z emerging markets. Bardzo dobrze pokazują to wzajemne powiązania koniunktury na tych rynkach.
W tej sytuacji przewidywania dotyczące całego regionu nabierają kluczowego znaczenia z punktu widzenia koniunktury na naszym parkiecie. Najbardziej niepokojące w tym kontekście elementy to: