W 2005 r. Groclin padł ofiarą złej koniunktury na rynku motoryzacyjnym. Kończyły mu się też wieloletnie kontrakty. Do tego umacniał się złoty, co powodowało, że eksport stanowiący 96 proc. sprzedaży stał się nieopłacalny. Największy pracodawca w zachodniej Wielkopolsce zakończył rok jedynie 12 mln zł zysku. Wynik był o 72 proc. gorszy niż rok wcześniej. Poza tym w IV kw. pierwszy raz w historii Groclin poniósł 11,8 mln zł straty.
Konieczne
nowe kwalifikacje
Zarząd Groclinu już od listopada 2005 r. mówił o konieczności zmiany strategii funkcjonowania firmy i oszczędnościach. Ponieważ w ostatnich dwóch latach uruchomił i rozbudował zakład na Ukrainie, który nie wykorzystywał w pełni mocy wytwórczych, spekulowano, że tam może zostać przeniesione gros produkcji. Sugerowano, że zwolnienia dotkną polskich fabryk w Grodzisku Wielkopolskim i Karpicku koło Wolsztyna. Jednak Wojciech Witkowski, wiceprezes zarządu Groclinu, zapowiedział, że nie dojdzie do ograniczania działalności w polskich zakładach. Restrukturyzacja, którą podejmuje spółka, ma polegać na przesunięciu pracowników ze sfer pomocniczych do bezpośredniej produkcji. Część załogi będzie musiała zdobyć nowe kwalifikacje, ale nikt nie zostanie pozostawiony bez propozycji pracy. Jak tłumaczył rzecznik Groclinu Jerzy Pięta, spółce nie opłaca się zwalniać pracowników, bo podpisała właśnie nowe kontrakty. Między innymi na dostawy do Volvo i Renault. Ich uruchomienie nastąpi w 2007 r. - Wyszkolenie pracownika w naszej branży jest czasochłonne i kosztowne - mówi J. Pięta.
Ukraina