Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe bez zmian. Są najniższe w historii. Czy owe 4 proc. to dużo czy mało? W porównaniu ze stanem sprzed kilku lat, grzechem byłoby narzekanie.
Na początku 2001 r. nominalna stopa procentowa NBP wynosiła 19 proc., a realna niemal 12 proc. Dziś jest to odpowiednio - 4 proc. i nieco ponad 3 proc. Malkontenci - z rządem na czele - będą oczywiście wskazywać na niższe stopy procentowe w strefie euro (2,5 proc.) albo w Czechach (poniżej 2 proc.). Będą też zwracać uwagę na niezwykle niską inflację oraz na mocny kurs złotego. To wszystko oczywiście prawda, ale biorąc pod uwagę fakt, że gospodarka polska rośnie obecnie w przyzwoitym tempie ok. 4 proc., a produkcja przemysłowa o ok. 10 proc., nie ma chyba specjalnych powodów do płaczu.
Cieszyć się więc czy martwić z powodu polityki NBP? Zawsze stałem na stanowisku, że jeśli tylko sytuacja na to pozwala, stopy należy obniżać. Innymi słowy, RPP powinna zdawać sobie sprawę z tego, że stopy procentowe nie są instrumentem obojętnym dla gospodarki. Ich wysoki poziom pomaga wprawdzie utrzymać w ryzach inflację, a jednocześnie podraża kredyt i wzmacnia złotego, a więc wpływa na spowolnienie wzrostu gospodarczego. Stopy NBP nie powinny być więc nawet o włos wyższe od poziomu, który umożliwia realizację celu inflacyjnego banku. Albo, mówiąc jeszcze inaczej - jeśli cel inflacyjny banku centralnego można osiągnąć przy niższym poziomie stóp procentowych, obowiązkiem RPP jest poszukiwanie takiego, najniższego z możliwych poziomu.
Problem polega na tym, że są okresy, kiedy stopy procentowe można bez żadnego ryzyka obniżać - i okresy, kiedy lepiej się dwa razy nad obniżką zastanowić. A paradoksalnie, może bywać i tak, że stopy procentowe są obiektywnie dość wysokie (biorąc pod uwagę inflację i kurs walutowy), a mimo to obniżenie ich może być niebezpieczne. Dzieje się tak zwłaszcza wówczas, gdy uczestnicy rynku są zaniepokojeni tym, co może stać się w gospodarce - stanem finansów publicznych, ryzykiem politycznym, sytuacją w krajach sąsiednich, potencjalną niestabilnością społeczną czy gospodarczą. Jeśli RPP zastanawia się dziś poważnie nad tym, czy można obniżać stopy, czy też nie, najwyraźniej musi brać pod uwagę takie właśnie czynniki. Do decyzji o obniżce nie wystarczy przekonanie, że stopy są obiektywnie wysokie - trzeba również wierzyć, że w danym momencie można je obniżyć bez ryzyka destabilizacji rynku.
Rozumiem dobrze rozterki Rady. Szkoda tylko, że w czasie gdy stopy można było bez żadnego ryzyka obniżać bardziej agresywnie - zwłaszcza w roku 2003 - zwyciężyła przesadna ostrożność.