Reklama

Goniąc Amerykę

Publikacja: 06.04.2006 09:45

Początek 2006 r., podobnie jak i cały rok 2005, jest dobrym okresem zarówno w gospodarce światowej, jak i na światowych giełdach. Szacunki i prognozy MFW oraz innych ośrodków mówią o wzroście tzw. światowego PKB o około 4,5 proc. w obu latach. Jest to jeden z lepszych rezultatów w ostatnich dekadach. Historyczny długookresowy wzrost gospodarczy w skali świata kształtuje się zdecydowanie poniżej 4 procent.

Dynamiczny rozwój światowych rynków giełdowych w tak korzystnym otoczeniu makroekonomicznym nie dziwi. Dodatkowym czynnikiem wzmacniającym wzrost giełd, obserwowanym od końca lat 90. XX wieku, jest wzrost gospodarek wschodzących. W większości tych krajów zwiększają się dochody ludności, a przynajmniej najzamożniejszych grup społecznych, powstają fundusze inwestycyjne, a lokalne giełdy stwarzają coraz lepsze okazje do pomnażania majątków.

Nie dziwi zatem fakt, że w 2005 r. najszybciej wzrastały ceny akcji (o więcej niż 100 procent licząc w dolarach) na giełdach w takich krajach jak Egipt, Kolumbia czy Arabia Saudyjska. Rynki giełdowe w tych państwach przeżywają okres dynamicznego wczesnego rozwoju, wzmacniany napływem ruchliwego międzynarodowego kapitału szukającego dobrych okazji do zarobku. Giełdy bywają tam mało płynne, a akcje niedowartościowane. Giełdy w tych krajach mają zatem nadal duży potencjał wzrostu, podobnie jak warszawska GPW. Odstępstwem od tej tendencji okazały się giełdy Chin Ludowych, gdzie mimo trwającego dłużej niż dekadę oszałamiającego wzrostu PKB, rynki drugi rok z rzędu zanotowały spadki cen. Fatalnie wypadła też giełda wenezuelska.

Giełdowe dojrzałe rynki nie są w stanie wzrastać w tak szybkim tempie, jak w gospodarkach wschodzących. Na przeszkodzie stoi oczywiście ich duży rozmiar, czyli liczba spółek i bardzo duża kapitalizacja. W wielu przypadkach kapitalizacja giełdowa przekracza wartością PKB tych krajów.

Nawet niewielki roczny przyrost kapitalizacji największych giełd świata bywa kilkudziesięciokrotnie większy niż wynosi kapitalizacja niejednej giełdy na wschodzących rynkach, nie wspominając nawet o rocznym przyroście kapitalizacji. Przykładowo, w roku 2004 przyrost kapitalizacji giełdy nowojorskiej NYSE wynoszący 1378 mld dolarów był 54 razy większy od kapitalizacji giełdy kolumbijskiej, wynoszącej ok. 25 mld dolarów w końcu roku 2004. W przypadku giełd kanadyjskich TSX relacja ta wynosi 11,5.

Reklama
Reklama

Sporą niespodzianką roku 2005 był duży wzrost cen na wielu ważnych giełdach europejskich, czyli w krajach, w których wzrost gospodarczy był stosunkowo niski. Niektórzy amerykańscy analitycy zjawisku temu nadali nazwę paradoksu europejskiego roku 2005. Przez lata przyzwyczaili się do Europy jako miejsca luksusowych wakacji, a nie lukratywnych inwestycji. Ceny akcji na najważniejszych giełdach w Nowym Jorku w roku 2005 wzrosły, średnio biorąc, tylko niewiele więcej niż PKB, który wzrósł o 3,5 proc.

W Europie tymczasem już trzeci rok z rzędu inwestycje w akcje dają dwucyfrowe zyski. W roku 2005 europejskim liderem giełdowym okazała się Austria (wzrost cen ponad 50 procent), Dania (45 proc.), Niemcy (30 proc.). niewiele gorzej wypadły Szwajcaria, Holandia i Francja. Wzrost PKB w strefie euro w roku 2005 był tylko nieco większy niż 1 procent.

W gospodarce nic nie dzieje się w cudowny sposób, wszystko ma swoje racjonalne empiryczne wyjaśnienie. Można wymienić co najmniej trzy czynniki sukcesu giełd europejskich.

Pierwszym jest niewątpliwie staranna i konsekwentna, w porywach agresywna restrukturyzacja firm europejskich. Zmniejsza się zatrudnienie, przenosi produkcję do tańszych miejsc mimo trudnego otoczenia wygórowanych regulacji socjalnych. W rezultacie uzyskuje się znaczący przyrost wydajności pracy.

Drugim czynnikiem jest kierowanie dużych środków na działalność badawczo - rozwojową. Europejskie firmy zmusza do tego konkurencja firm amerykańskich i coraz częściej rywali z Azji. Obok przyspieszonego postępu technologicznego rezultatem jest silny wzrTrzecim czynnikiem są coraz bardziej popularne i śmiałe fuzje i przejęcia przedsiębiorstw, nie tylko z terenu Europy. Firmy europejskie widzą w tym przede wszystkim sposób na poprawę efektywności mikroekonomicznej.

Europejczyków frustruje nieudana realizacja Strategii Lizbońskiej, której celem było dogonienie przez Unię Europejską Stanów Zjednoczonych w roku 2010 pod względem konkurencyjności, wydajności pracy czy stopy zatrudnienia. Na otarcie łez pozostaje pocieszenie, że pod względem skuteczności inwestowania na giełdach Europie udało się ostatnio znacznie wyprzedzić Amerykę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama