Na amerykańskim parkiecie w dalszym ciągu niewiele się dzieje. S&P 500 utrzymuje się tuż poniżej górnej granicy kanału wzrostowego, w jakim porusza się od końca minionego roku. Trudno rozsądzić, czy to oznaka siły (indeks nie spada po dotarciu do silnego oporu) czy też słabości (od ponad miesiąca nie jest w stanie przebić się przez tę barierę). Patrząc na zachowanie poszczególnych rynków można odnieść wrażenie, że inwestorzy są obecnie coraz bardziej skonsternowani. Obligacje są wciąż bardzo słabe, różnica w rentowności długoterminowych amerykańskich i niemieckich papierów skarbowych powiększa się, a dolar systematycznie przez cały tydzień szedł w dół. Na horyzoncie coraz wyraźniej widoczny jest koniec podwyżek stóp, ale inflacja nie hamuje. Wczoraj opublikowane dane wykazały wzrost deflatora, uważnie śledzonego przez Fed wskaźnika zmian cen w gospodarce, do najwyższego poziomu od początków lat 90. Gospodarka znów mocno przyspieszyła, ale głównie dzięki wydatkom konsumentów. W odniesieniu do nich istnieją obawy o negatywny wpływ wyższych kosztów pieniądza.
W tej sytuacji nie dziwi to, że giełdy w USA nie mogą obrać jednoznacznego kierunku. Nie udało się to nawet w czwartek, kiedy pojawił się nowy element, dotąd nie dyskontowany przez rynki - podwyżka stóp w Chinach. Brak reakcji na to zdarzenie sugeruje, że inwestorzy nie mają teraz ochoty wyprzedzać zdarzeń i martwić się na zapas, a wolą poczekać na konkretne sygnały dotyczące kondycji gospodarki w kolejnych miesiącach. Trzeba więc czekać na przełamanie przez S&P 500 górnej granicy kanału zwyżkowego. Dopóki się to nie stanie, bardziej prawdopodobny jest spadek w stronę dolnego ograniczenia (ok. 1270 pkt).
Przebiciu przez koreańskiego Kospi styczniowego szczytu towarzyszy negatywna dywergencja na tygodniowym MACD. Dlatego warto w najbliższym czasie śledzić notowania na tym parkiecie. To nie tylko największy emerging market, ale również zdominowany przez spółki technologiczne, najbardziej wrażliwe na wahania koniunktury. Dlatego ewentualny powrót indeksu poniżej styczniowej górki (1422 pkt) byłby złym sygnałem. Świadczyłby o rosnących obawach o pogorszenie globalnej koniunktury.