Po silnym spadku z 27 kwietnia notowania kontraktów odrabiają straty. Czy zatem wraca trend wzrostowy, czy może niedawna jednodniowa wyprzedaż była sygnałem ostrzegawczym przed jego zakończeniem? Obecnie niewiele jest mocnych argumentów, przemawiających za szybkim załamaniem koniunktury. Najbardziej niepokojąca z punktu widzenia posiadaczy długich pozycji jest utrzymująca się bardzo wysoka zmienność. Wskaźnik ATR z 14 sesji jest na poziomie bliskim wartościom zanotowanym u szczytu notowań futures w końcu stycznia. Wysoka zmienność jest często sygnałem ostrzegającym przed "przegrzaniem". Same wysokie odczyty tego wskaźnika nie dają jeszcze gwarancji zakończenia trendu, tym bardziej że procentowy ATR (odniesiony do bieżących notowań) jest jeszcze znacznie niżej w porównaniu z poziomami ze stycznia czy lutego.
Czy argumentem za kontynuacją korekty spadkowej są niskie obroty? Na ostatnich dwóch wzrostowych sesjach łączny wolumen na kontraktach na WIG20 (niecałe 19,5 tys. sztuk) nie stanowił nawet połowy wolumenu z sesji z 27 kwietnia, kiedy doszło do wyprzedaży. Względnie niska aktywność inwestorów w czasie zwyżki może jednak równie dobrze świadczyć o słabości podaży. Przekonuje o tym sytuacja w przypadku futures na akcje KGHM. W ciągu dwóch sesji ich notowania z nawiązką odrobiły wcześniejsze straty i zamknęły się na rekordowym poziomie (115,85 zł). Można więc przyjąć, że korekta spadkowa w ich przypadku dobiegła końca. A to przecież właśnie akcje KGHM w największej mierze stały za wyprzedażą z 27 kwietnia.
Skoro nie ma mocnych argumentów za zakończeniem trendu wzrostowego, to nie ma też powodów do grania wbrew tej utrzymującej się tendencji. Jednocześnie wysoka zmienność to ostrzeżenie, że moment głębszej korekty może nadejść nagle i nieoczekiwanie.