Z amerykańskiego rynku płyną dość niejednoznaczne doniesienia. Najważniejszym wydarzeniem jest nowe tegoroczne maksimum S&P 500. Samo w sobie nie jest ono może niczym nadzwyczajnym (z uwagi na to, że od początku roku utrzymuje się trend wzrostowy), ale dzięki niemu doszło do wyraźnego naruszenia długoterminowej formacji. Chodzi o obszerny zwyżkujący klin, który zaczął się kształtować jeszcze przed dwoma laty. S&P 500 naruszył jego górne ramię znajdujące się na wysokości ok. 1320 pkt. Poza tym ta sama linia jest równocześnie górnym ramieniem innego, średnioterminowego klina zwyżkującego. W ten sposób S&P 500 naruszył podwójny opór. O zdecydowanym wybiciu z tych formacji będzie można mówić, jeśli na najbliższych sesjach indeks będzie kontynuował silną zwyżkę.

Wybicie z tak ważnej formacji byłoby bardzo pozytywnym sygnałem dla posiadaczy amerykańskich akcji, zapowiadającym kontynuację, a nawet przyspieszenie trendu wzrostowego. Niestety, potwierdzenia tego sygnału nie widać przynajmniej na razie na wykresie technologicznego indeksu Nasdaq Composite. W przeciwieństwie do S&P 500 nie zdołał on pokonać tegorocznego maksimum zanotowanego w ubiegłym miesiącu (2371 pkt). W konsekwencji bardzo słabo zachowuje się wykres siły relatywnej Nasdaqa względem S&P 500. Od listopada znajduje się on w trendzie bocznym, który przybrał postać kanału. W minionym tygodniu siła relatywna nie tylko nie pokonała oporu wynikającego z kwietniowych szczytów, ale, co gorsza, naruszyła dolne ograniczenie wspomnianego kanału.

Zachowanie siły relatywnej jest o tyle ważne nie tylko dla spółek technologicznych, ale dla całego rynku, że można ją traktować jako barometr koniunktury. Rośnie w czasie, gdy na szerokim rynku panuje hossa, a spada, gdy utrzymuje się trend zniżkowy. Obecnie mamy sprzeczne sygnały - S&P 500 rośnie, a siła relatywna Nasdaqa zachowuje się słabo. Może warto zatem z przesądzaniem o rozwoju wydarzeń poczekać do momentu, kiedy oba te wskaźniki podążą w jednym kierunku.