Na razie ani zebrane przez tego rodzaju podmioty środki, ani wypracowywane zyski nie imponują. Przez półtora roku działalności wartość certyfikatu inwestycyjnego funduszu Arki zwiększyła się o 5 proc., w przypadku Skarbca przez rok funkcjonowania - o 2,4 proc. Wycena certyfikatu funduszu BPH podniosła się przez pół roku o 1 proc. Na tym tle na uwagę zasługuje wynik KBC, gdzie przez kwartał wzrost wyniósł 5,1 proc.
Z tych cyfr trudno jednak wyciągać dalej idące wnioski.
Fundusze nieruchomości są z założenia inwestycjami długoterminowymi. Potrzeba pewnego czasu na zbudowanie portfela, który dopiero pozwoli czerpać zyski - zarówno ze wzrostu cen nieruchomości, jak i przynosić będzie dochody z eksploatacji. Arka założyła, że po dwóch latach wypełni portfel przynajmniej w 60 proc., a po trzech latach - w minimum 90 proc.
Zaleta i straszak
Długi horyzont inwestycyjny oraz zamknięta formuła funduszu inwestycyjnego mogą odstraszać, ale z drugiej strony są też zaletą. W takim czasie można spokojnie zaplanować strategię lokowania środków. Jednocześnie brak możliwości wcześniejszego umorzenia certyfikatu zapewnia stabilną strukturę finansowania. Nie ma też konieczności utrzymywania dużej "poduszki płynnościowej" na ewentualne wykupy. Masowe wycofywanie się inwestorów zmuszałoby do szybkiej sprzedaży części nieruchomości, co mogłoby odbywać się po cenie odbiegającej w dół od rynkowej. Traciliby na tym pozostali udziałowcy.