Trwające na GPW spadki jeszcze nie wystraszyły osób, które kupują jednostki funduszy inwestycyjnych. Zdaniem specjalistów, całkiem możliwe, że Polacy, którzy do tej pory nieźle na takich lokatach zarobili, na razie spokojnie przyglądają się sytuacji i czekają, kiedy znowu zainwestować. Bo teraz jest taniej, a gdy nastąpi odbicie - i indeksy, i wartości jednostek znowu pójdą do góry.
Trudno nie oprzeć się jednak pytaniu, co się stanie, gdy w końcu, któregoś dnia, zacznie się spadek, który nie będzie początkiem korekty, ale rozpocznie bessę, a indeksy, ceny akcji oraz wartości jednostek będą maleć?
Zapewne Polacy będą starali się jak najszybciej wycofać swoje oszczędności, co doprowadzić może do przyspieszenia spadków na giełdzie. Ciekawe, czy im się uda, czy też okaże się, że straty będą na tyle poważne, że znowu na długie lata nabiorą niechęci do lokowania swoich pieniędzy na rynku kapitałowym.
Cała nadzieja w tym, że nauki, jakie setki tysięcy Polaków pobierały przez ostatnie lata, nie poszły w las. Źe zdają sobie sprawę, iż na giełdzie - a więc i na jednostkach funduszy inwestycyjnych - czasem się traci, czasem zarabia, a największe zyski notuje się wtedy, gdy akcje są tanie.
I dzięki temu - gdy indeksy pójdą w dół - po prostu przeczekają bessę, inwestując na rynku długu. I potem, gdy uznają, że sytuacja się ustabilizowała, wrócą na warszawską giełdź z jeszcze większymi pieniędzmi. Na giełdzie bowiem tak naprawdę nic tak dobrze nie procentuje, jak spokój i cierpliwość.