Reklama

Nasza przyszłość może mieć skośne oczy

Można wyobrazić sobie świat z nowymi hegemonami - Chinami i Indiami

Publikacja: 25.05.2006 08:00

Gdzie się człowiek nie obejrzy - tam Chińczycy. Albo inni Azjaci. Jeśli obserwowane w ostatnich latach trendy w gospodarce światowej będą kontynuowane przez kilka następnych dziesięcioleci, to świat, w którym przyjdzie żyć (i zarabiać) naszym dzieciom i wnukom, może okazać się diametralnie różny od tego, w którym działamy my. I to mimo że przecież na naszych oczach (i po części - za naszą sprawą) świat zmienił się nie do poznania w ciągu ostatnich kilkunastu lat.

Wiele wskazuje na to, że to dopiero zaledwie początek rewolucji. Następną fazą gospodarczej rewolucji globalnej może okazać się faktyczne przejęcie pozycji światowych liderów przez kraje uważane przez wiele lat głównie za rezerwuar taniej (jeśli nie darmowej) i posłusznej siły roboczej.

O tym, że świat zmienia się szybko, świadczy cytowany ostatnio na łamach "Parkietu" list szefa banku centralnego Chin postulującego produkowanie samochodów i komputerów, a pozostawienie Bangladeszowi specjalizacji w pro- dukcji tanich bawełnianych koszulek. Chińczycy mierzą wysoko.

Bardzo wysoko. Znacznie wyżej niż dolecieć mogła głośna swego czasu chińska rakieta "Długi Marsz". Bo kolejne rakiety, samochody, satelity i komputery będą coraz lepsze. A znaczek "Made in People?s Republic of China" nie będzie już ukrywany przed wzrokiem konsumenta podejrzliwie oglądającego dziwnie tani telefon czy pralkę?

Rosnące ekspansywnie Chiny i rozwijające się równie dynamicznie (ale przy mniejszym rozgłosie) Indie na naszych oczach idą w górę rankingu liderów globalnej gospodarki. Wspomniane zmiany nie oznaczają oczywiście wcale, że Chińczykom czy Hindusom będzie żyło się w przyszłości równie wygodnie jak obywatelom tradycyjnych potęg (USA, Japonia, euroland) obecnie. Ale oznacza, że to być może dalekie od tradycji demokratycznych, kierowane przez kasty rodzinne czy partyjne, potęgi będą dyktować zasady gry na światowym rynku.

Reklama
Reklama

Możliwość pracy innej niż na roli, szansa, by dzieci uczyły się czytać i pisać - sprawy, mylnie uznawane przez "spasione" społeczeństwa bogatego Zachodu i bogatszej Północy za oczywistość - mogą okazać się dla setek milionów ludzi z Azji wystarczającą motywacją do niewolniczej pracy w podłych warunkach. I to przez bardzo długie lata.

Co to wszystko oznacza dla inwestorów? Otóż, może się okazać, że inwestycje na rynkach azjatyckich - dziś uważane wciąż za egzotyczne - w niedalekiej przyszłości będą tak naprawdę głównym nurtem na świecie.

I nie byłoby to wcale wydarzenie bezprecedensowe. Historia ostatnich kilkuset lat zna przecież zarówno przypadki narodzin nowych potęg gospodarczych (stosunkowo niedawno: Stany Zjednoczone czy Japonia), jak i faktycznego upadku starych (np. Hiszpania, Imperium Brytyjskie).

Zatem można wyobrazić sobie świat z podupadającą, zaklinowaną we własnej skorupie zachodnią Europą, blednącymi Stanami, relatywnie słabszą Japonią, ale równocześnie z nowymi hegemonami - Chinami i Indiami.

Wszystko już było. Taki scenariusz nie tylko warto, ale trzeba wziąć pod uwagę przy budowaniu portfeli inwestycyjnych. Bo nasza przyszłość może mieć skośne oczy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama