Po zaledwie jednym tygodniu spadku cen miedź znowu zaczęła drożeć na londyńskiej giełdzie. Przesądziły o tym spekulacje, że wzrostowa tendencja na rynku metali wcale nie skończyła się po ubiegłotygodniowej zniżce, mimo że była ona największa od stycznia 1988 r. Potwierdzają to notowania cynku, który w piątek odnotował największą tygodniową zwyżkę od 1989 r. Od poniedziałku jego cena wzrosła o 11 proc. Miedź zaczęła drożeć po komunikacie Codelco. Ten największy na świecie producent miedzi poinformował, że w tym i w przyszłym roku jego produkcja będzie mniejsza niż w ubiegłym. Ponadto już trzeci miesiąc trwa strajk w kopalni La Caridad, drugim pod względem wielkości zakładzie wydobywczym miedzi w Meksyku. Pod względem fundamentalnym nic zatem nie zmieniło się na rynku miedzi. Po stronie podaży występują niedobory, a popyt nieustannie rośnie. Ta właśnie dysproporcja była główną przyczyną tegorocznej surowcowej hossy. 11 maja cena miedzi ustanowiła rekord na poziomie 8800 USD. Oznaczało to wzrost ceny od początku roku o 85 proc.
Bezpośrednim skutkiem tej nierównowagi jest stan zapasów miedzi. W składach monitorowanych przez LME zmniejszyły się one w piątek o dalsze 0,5 proc,. do 105,75 tys. ton. To nie pokrywa nawet trzydniowego zużycia miedzi. Pod koniec piątkowych notowań kontrakty terminowe z dostawą za trzy miesiące były o 41 USD droższe niż na zamknięciu dzień wcześniej i kosztowały 8140 USD za tonę. Na koniec minionego tygodnia kontrakty te kosztowały w Londynie 7550 USD.