To przypadek, że początek przeceny zbiegł się w czasie z końcem sezonu publikacji wyników za I kwartał 2006 roku. Te bowiem kolejny raz były rekordowe. Przyczyn wyprzedaży można upatrywać w zbyt szybkim ostatnio wzroście kursów. Choć wydawać się może, że nie ma nic nudniejszego i bardziej przewidywalnego, jak prowadzenie banku, to w ostatnim czasie inwestorzy zachowywali się jakby sektor składał się z małych firm reprezentujących zaawansowane technologie, w przypadku których każde tempo wzrostu daje się uzasadnić.
Przyspieszanie
po pięciu latach hossy
Ostatnich pięć lat (2001- -2005) indeks WIG Banki zakończył wzrostem. W 2004 r. i 2005 r. zyskał ponad 30 proc. Mimo to chętnych na akcje banków nie brakowało. Pod koniec kwietnia roczna zmiana indeksu WIG Banki sięgnęła 75 proc. Od kiedy w 2003 r. na GPW rozpoczęła się hossa, tak wysoka jeszcze nie była. Podobne wartości notowała jedynie w lipcu 1998 r. i na początku 2000 r., czyli w przededniu dwóch ostatnich załamań na wschodzących rynkach. Za pierwszym razem notowania w sektorze spadły o 40 proc. w niecałe trzy miesiące. Przecena zapoczątkowana w 2000 roku była mniejsza, bo nieznacznie tylko przekroczyła 30 proc., ale na powrót do hossy czekaliśmy prawie dwa lata.
Zbyt szybkie tempo wzrostu kursów nie było szczególną cechą polskich banków, ale stanowi pochodną globalnych trendów. Do jesieni 2004 r. notowania w sektorze finansowym na rynkach wschodzących i rozwiniętych rosły mniej więcej w tym samym tempie. Jednak od półtora roku między tymi dwoma grupami giełd zaczęła narastać nierównowaga. Na początku maja 2006 r. roczne tempo wzrostu kursów w sektorze finansowym na rynkach wschodzących urosło do 60 proc., gdy na rynkach rozwiniętych wynosiło 30 proc. Stąd tak gwałtowna przecena, która dystans między dwoma grupami rynków zmniejszyła o połowę.