Mam przed sobą świetnego kandydata międzynarodowego kalibru. Opowiada mi o sobie.
- Wyjechałem do Anglii sześć lat temu. Taka promocja dla Polaka była ewenementem. Pierwszy raz centrala paryska zdecydowała się na wypromowanie Polaka na tak ważne stanowisko. Podlegało mi ponad osiemset osób, a wszyscy moi bezpośredni podwładni byli Anglikami. Kontrakt jednak był trudny. Mój pracodawca, z typową kulturą francuską, przejął konkurenta w Anglii, a mnie wysłał na pierwszą linię, żebym prowadził reorganizację. Jestem odważny i mocno zabrałem się do pracy, choć z małymi wątpliwościami, jak uda mi się odnaleźć w obcej kulturze. Moje pierwsze decyzje przynosiły marne wyniki. Mój autorytet słabł, a ja wpadałem w błędne koło, choć walczyłem jak wściekły. Byłem w depresji, nie wiedząc o tym. Dopiero później zorientowałem się, że dotknąłem dna. Któregoś piątkowego popołudnia chodziłem korytarzem patrząc na wiszące na ścianie tablice wyników. Pewna Angielka podeszła do mnie i zapytała:
Janus, czy jesteś szczęśliwy?
To znaczy? Jak to powiedzieć? Wyniki nie są tak fatalne, jak w zeszłym tygodniu.
Nie, Janus. Nie chodzi mi o wyniki. Czy TY jesteś szczęśliwy?