Indywidualne Konta Emerytalne (IKE), jako element trzeciego filaru systemu ubezpieczeń społecznych, zaczęły funkcjonować we wrześniu 2004 r. W zamyśle twórców miały być instrumentem, dzięki któremu Polacy będą zbierać systematycznie, przez wiele lat, kapitał. Wykorzystają go, gdy znajdą się w wieku emerytalnym. Eksperci od samego początku wiedzieli bowiem, że pieniądze z pierwszego (ZUS) i drugiego filara (OFE) nie będą wystarczające. Konieczny stał się zatem filar trzeci.
Miało być kusząco...
Prawdą jest, że Polacy nie oszczędzają w długim okresie. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że ponad połowa gospodarstw domowych nie ma żadnych oszczędności. Mieszkańcy naszego kraju wybierają konsumpcję - tu i teraz. W większości nie mają nawyku zabezpieczania swojej przyszłości. - Po prostu nie są do tego przyzwyczajeni - uważa Michał Wojciechowski, doradca zarządu DM BOŚ. Wiedzieli o tym także twórcy reformy emerytalnej. Przygotowali zatem liczne zachęty, aby zmienić ten stan rzeczy. Oszczędzając w ramach IKE, mamy do wyboru polisę na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, lokatę bankową, fundusz inwestycyjny albo rachunek w biurze maklerskim. Oszczędzając w ten sposób, nie zapłacimy na końcu podatku od zysków kapitałowych (tzw. podatku Belki). Poza tym podkreślano elastyczność - nie ma przymusu wpłacania systematycznie określonej z góry kwoty. Można także wypłacić pieniądze przed przejściem na emeryturę, choć trzeba wtedy zapłacić 19 proc. podatku. Można również - po roku i bezpłatnie - zmienić formę oszczędzania lub instytucję prowadzącą rachunek. Dodatkowo, jeśli właściciel IKE umrze przed przejściem na emeryturę, kapitał zgromadzony na jego rachunku nie wchodzi w skład masy spadkowej, jeśli wyznaczył wcześniej osobę uposażoną. Nawet jeśli tego nie zrobił, i tak od pieniędzy z IKE jego najbliżsi nie zapłacą podatku od spadków i darowizn.
...ale wyszło słabo
IKE nie stały się jednak tak popularne, jak zakładali ich twórcy. Krzysztof Pater, były minister polityki społecznej liczył, że konta emerytalne założy od 1,7 do 3,5 mln osób. Wyniki są czterokrotnie gorsze od dolnej granicy prognoz. W zeszłym roku, choć istniało ponad 267 tys. ubezpieczeń z funduszem, bezpośrednio w fundusze inwestycyjne zainwestowało w ramach IKE niecałe 131 tys. osób, a w lokaty bankowe - 50 tys. Polacy otworzyli 8 tys. rachunków inwestycyjnych w domach maklerskich. Na prawie 7,2 tys. z nich są wyłącznie obligacje (w BDM PKO BP). Wynika z tego, że nasi rodacy, którzy chcą bezpośrednio inwestować na rynku kapitałowym, wybierają obligacje (chociaż akcje dają możliwość wygenerowania nieporównywalnie większych zysków). Inwestowanie na giełdzie nie musi być też w długim terminie ryzykowne. Przy zróżnicowanym portfelu, powinno osiągać się wyniki podobne dla całego indeksu WIG. Zyskał on w ostatnich 5 latach prawie 200 proc. Oczywiście, widząc zahamowanie rynku i zbliżający się czas długotrwałej bessy, można zamienić akcje na obligacje lub lokatę bankową. Czemu zatem tak niewiele osób jest zainteresowanych taką możliwością? Jest kilka powodów.