W tym roku spełnił się przesąd giełdowy, zgodnie z którym maj przynosi koniec zwyżek na giełdach i właśnie wówczas należy się pozbywać akcji ("Sell in May and Go Away"). Co ciekawe, reguła ta zadziałała pierwszy raz w czasie trzyletniej hossy, gdyż w poprzednich latach maj był raczej udanym miesiącem. Tym razem amerykański indeks S&P 500 zniżkował o 3,1 proc. i był to najgorszy miesiąc od lipca 2004 r., kiedy wskaźnik 500 największych amerykańskich korporacji spadł o 3,4 proc.
Odbicie nabiera tempa
Maj jest już jednak za nami i pytanie, czy wyprzedaż akcji była jednorazowym zjawiskiem, czy może zapowiada dalsze spadki. Na giełdach amerykańskich sytuacja wygląda raczej optymistycznie. Początek czerwca przyniósł silne odreagowanie po wcześniejszych spadkach. W czwartek S&P 500 wzrósł o 1,2 proc. - najwięcej od połowy kwietnia. Tym samym indeks oddalił się od ostatniego dołka z 23 maja (1257 pkt) o 2,3 proc. To sporo, biorąc pod uwagę fakt, że majowa fala spadkowa sprowadziła indeks o 5,2 proc. w dół. Niewiele brakuje zatem, aby S&P 500 odrobił połowę wcześniejszych strat.
Majowa korekta spadkowa w USA nie była na tyle głęboka, aby można było mówić o zakończeniu długoterminowego trendu wzrostowego. W minionych trzech latach zanotowano aż pięć ruchów w dół o podobnej sile i tempie spadków. W tym kontekście można oczekiwać, że zapoczątkowane przed kilkoma sesjami odbicie jest początkiem trwalszego ruchu w górę. O tym samym przekonuje wykres Nasdaqa Composite. Poziom, na którym zatrzymała się fala spadkowa technologicznego indeksu, nie był przypadkowy. Odbicie nastąpiło w momencie gdy Nasdaq dotarł do linii trendu wzrostowego, trwającego od sierpnia 2004 r. Jest to jednocześnie dolna linia zwyżkującego klina. Z punktu widzenia analizy technicznej majowa przecena była niczym innym, jak tylko odbiciem Nasdaqa od górnej linii klina i powrotem do dolnego ramienia. Ponieważ wsparcie zostało obronione, to naturalnie bardziej prawdopodobny jest obecnie ruch w górę.
Ostatnie dane gospodarcze z USA przeczą scenariuszowi głębokiego załamania. Roczny wzrost produkcji przemysłowej w kwietniu wyniósł 4,7 proc. - to najwięcej od jesieni 2004 r. Tempo wzrostu gospodarczego powraca do szczytowego okresu sprzed dwóch lat (blisko 6 proc.). Dzieje siź tak mimo rosnących stóp procentowych, tak więc ich kolejna podwyżka nie powinna być kluczowym czynnikiem dla inwestorów.