Czwartkowy wzrost na Wall Street "ustawił" piątkową sesję w Warszawie. Od samego początku na parkiecie dominowały byki. W efekcie, po dość nudnej sesji, indeks dużych spółek zakończył dzień 2,64-proc. wzrostem.
Sytuacja techniczna indeksu WIG20 każe w przyszłym tygodniu oczekiwać wzrostów. Ruch do góry sugeruje bowiem utworzona formacja podwójnego dna, formacja młota na wykresie tygodniowym oraz skuteczna obrona silnego wsparcia, jakie na 2727,77 pkt tworzył dołek 14 marca br. Jak również poprawiająca się sytuacja na dziennych wskaźnikach.
Czy zatem to oznacza, że majowa wyprzedaż to tylko gwałtowna korekta i w perspektywie najbliższych tygodni (czy może miesięcy), należy się spodziewać powrotu WIG20 do maksimów z początku ubiegłego miesiąca? Jest to bardzo wątpliwe. Skala i siła majowego spadku wskazuje, że może być nie tylko ciężko o powrót do szczytów, ale nie można wykluczać, iż rozpoczęła się bessa. Wyprzedaż sprzed dwóch tygodni, która sprowadziła WIG20 z 3298,03 pkt do 3031,52 pkt, co oznacza spadek o 8,1 proc., była największą tygodniową przeceną od końca 2001 roku. W dotychczasowej historii warszawskiej giełdy większe tygodniowe spadki występowały 33 razy, na przestrzeni ponad 780 tygodni. Największe ich nagromadzenie było w czasie załamania w 1994 roku. Od marca do czerwca 1994 roku aż osiem z czternastu tygodni kończyło się przeceną większą niż 8,1 proc.
Majowa wyróżnia się także pod innym względem. Od 12 do 22 maja WIG20 notował siedem kolejnych dołków. Seria ta przyniosła zniżkę o 14,4 proc. W swojej historii indeks dużych spółek jeszcze 11 razy notował podobne serie. W tym trzy razy były to serie 8-sesyjne, a raz 9-sesyjna.
W czasie tych wszystkich przecen tylko 4 razy indeks silniej tracił na wartości niż ostatnio. W maju 1995 roku spadek wyniósł 20,8 proc. Następnie w czerwcu, październiku i listopadzie 1994 r. WIG20 tracił odpowiednio 36,4 proc., 17,5 proc. oraz 20 proc.