Mój kolega, bardzo już przejrzały młodzian, taki z własną firmą, sukcesem, pieniędzmi - lubi relaksować się przy komputerowych grach. Chwali się często, jak to wygrywa, podbija kolejne kraje, niszczy zewnętrznych i wewnętrznych agresorów. I tłumaczy mi, głupiemu, że wygrać można tylko znacznie wzmacniając ekonomię swojego wirtualnego państwa. Każdą więc krwawą jatkę zaczyna od inwestycji w rozwój gospodarczy.
W grach strategicznych to my, Polacy, chyba słabi nie jesteśmy. A będziemy jeszcze lepsi, skoro Amerykanie podarowali naszym dowódcom nową supergrę, gdzie niebiescy biją czerwonych. Oficerowie, podobnie jak ich minister Radek Sikorski jednym ruchem myszki wysyłają do kontrnatarcia stosownie liczne i dozbrojone oddziały, i - tu się mogę założyć - zwykle wygrywają swoje potyczki. Ale czy mają stosowne do ostrego kryzysu zasoby finansowe, a co za tym idzie - ludzkie, sprzętowe, technologiczne, tuszonkę i papierosy? Czy Polska wytrzymałaby ekonomicznie choćby dwa tygodnie ostrego konfliktu z czerwonymi. Jak zniosłaby rok szoku zewnętrznego spowodowanego kryzysem na Wschodzie czy Zachodzie, a który osłabiłby ekonomię Europy o, powiedzmy, 25 proc.? Z czego, z których zasobów to biedne, zadłużone państwo, którego wzrost gospodarczy wynika w dużej mierze z eksportu produktów łatwych w likwidacji fabryk zagranicznych koncernów, miałoby czerpać w sytuacji ostrych zaburzeń w ekonomii czy polityce?
I tu słucham mojego premiera Kazimierza Marcinkiewicza, który mówi o tym, że wzmocnienie ekonomii państwa poprzez uproszczenie, likwidację czy reformę podatków będzie trwać kilka lat. Dlaczego tak długo? Premier powiada, że reforma podatkowa musi przynieść zmniejszenie dochodów państwa, a przecież celem rządu jest, jak to określił, utrzymanie niskiego deficytu budżetu i finansów państwa, "a to wymaga stopniowego zmniejszania dochodów z podatków".
Jak to jest, że skoro premier zdaje sobie sprawę z tego, że obniżenie obciążeń podatkowych i parapodatkowych to posunięcia wzmacniające państwo, to dlaczego nie poszuka możliwości, by reformę wprowadzić wcześniej? Dlaczego nie skupi swoich wysiłków i nie użyje całego autorytetu po to, by natychmiast obniżyć wydatki państwa i umożliwić jego wzmocnienie poprzez szybką reformę finansów publicznych? Aż głupio przypominać, że właśnie teraz, kiedy gospodarka jest w fazie rozwoju, warto radykalnie obniżyć deficyt. Utrzymywanie go na poziomie 30 mld zł to nie kotwica. To zgoda na dalsze zadłużanie państwa.
Niestety, powiększanie wydatków państwa o dopłaty do oprocentowania kredytów mieszkaniowych, zasiłki porodowe, dodatkowe świadczenia emerytalne itp. nie tylko nie rozwiązują problemów obdarowanych budżetowymi pieniędzmi grup społecznych, ale przede wszystkim osłabiają państwo. Jeśli ma ono być silne i solidarne, to musi być zasobne w pieniądze, które ma, zarobiło, a nie w te, które jest zdolne pożyczyć. Gdyby mój kolega, miłośnik gier strategicznych, zamiast zainwestować w rozwój, rozdał środki obywatelom swego wirtualnego państwa, nie wygrałby żadnej wojny. Nie osiągając sukcesów, zniechęcony - przestałby w wojnę grać. Czego żadnemu zapalonemu graczowi nie życzę.