Bumar, działający w sektorze zbrojeniowym, zamierza wypracować w tym roku 30 mln zł zysku netto, o 10 mln zł więcej niż w zeszłym roku. Chce także uzyskać ponad 3,3 mld zł przychodów ze sprzedaży, wobec niecałych 1,9 mld zł rok wcześniej. Wzrost ma wynikać głównie z realizacji umów irackich i indyjskich. - Portfel zamówień, jakie obecnie realizujemy, ma wartość około 1,5 mld dolarów - mówi Roman Baczyński, prezes Bumaru. Grupa ma możliwość zdobycia kolejnych zleceń.
Indonezja na dobry początek
Prezes Baczyński tuż po powrocie z Dżakarty poinformował wczoraj o podpisaniu dwóch kontraktów z tamtejszą armią - każdy o wartości 40 mln dolarów. Dotyczą one dostawy systemów przeciwlotniczych. Realizacja pierwszej umowy zacznie się na początku przyszłego roku, a drugiej - pod koniec przyszłego roku. Dostawy zostaną sfinalizowane pod koniec 2008 r.
Bumar stara się wygrać kontrakt w Indiach. Chodzi o dostawę trzystu haubic. Prezes Baczyński nie chciał mówić o szczegółach. Jak powiedział, wartość sprzętu wyniesie "grubo ponad miliard dolarów". Spółka zamierza także zbudować fabrykę amunicji na Filipinach i chce być jej właścicielem w około 90 proc. Wiadomo, że będzie to duża inwestycja. - Będziemy zaopatrywać tamtejszą policję, armię i jednostki specjalne. Popyt z ich strony jest duży - mówi R. Baczyński. I dodaje:
- Wszelkie wyliczenia podam za miesiąc. Konkretne propozycje Bumar złoży stronie filipińskiej do połowy września. Będą to dwa biznesplany, z których jeden będzie dotyczył przekształcenia obecnych zakładów Arsenal pod Manilą. - Dużo ciekawsza wydaje się druga opcja - mówi prezes. Chodzi o zbudowanie fabryki od zera w wolnej strefie ekonomicznej. Bumar nęcą bardzo niskie podatki i tanie grunty oraz położenie. - Sto metrów od strefy jest morze i mały port. Na nasze potrzeby wystarczy - wyjaśnia R. Baczyński.