Najwyższa Izba Kontroli krytycznie oceniła wszystkie etapy przygotowania budowy autostrady A-1 między Gdańskiem a Toruniem. NIK wskazał, że rząd źle oszacował koszty inwestycji, nie przeprowadził na czas wykupu gruntów oraz niewłaściwie przygotował przetarg na koncesjonariusza. W efekcie w 1997 r. zainteresowanym projektem był tylko jeden podmiot - konsorcjum Gdańsk Transport Company (obecni jego udziałowcy to Skanska, Laing Roads i NDI). Negocjacje ze spółką trwały aż do 2004 r., kiedy to podpisano umowę koncesyjną. NIK twierdzi, że jej postanowienia są niekorzystne dla Skarbu Państwa, ponieważ to rząd płaci odszkodowania w przypadku wielu zdarzeń losowych. Nie zgadza się z tym GTC. - Umowa nie odbiega
od standardów europejskich - twierdzi Aleksander Kozłowski, szef rady nadzorczej konsorcjum. Izba sugeruje jednak, że umowa może być uznana za nieważną, bo nie uzgodniono jej treści z Ministerstwem Finansów. MF dopiero w 2005 r. zgodziło się na model finansowy inwestycji.
Wtedy też rozpoczęła się budowa autostrady. Zakończenie pierwszego odcinka planowane jest na listopad 2008 r. To 12 lat później niż pierwotnie zakładał rząd. NIK dowodzi, że tak duży "poślizg" to wymierna utrata korzyści ekonomicznych dla Trójmiasta i Pomorza - nawet 250 mln USD rocznie.
W ubiegłym tygodniu minister transportu Jerzy Polaczek zdecydował o odebraniu GTC koncesji na drugi etap inwestycji. W środę nie doszło do planowanych rozmów rządu z konsorcjum.