Pierwsze minuty poniedziałkowych notowań na Wall Street przyniosły spadki indeksów S&P500 i Nasdaq Composite. Wczorajsza sesja jest jednak mało istotna dla przyszłej koniunktury na amerykańskich giełdach. O tym bowiem, w którą stronę w najbliższych dniach, a może nawet i tygodniach, podążą indeksy za oceanem, zdecydują dzisiejsze i jutrzejsze dane o majowej inflacji w USA. Po tym jak w poprzedni poniedziałek szef Fed Ben Bernanke oznajmił, że Fed jest zdeterminowany, żeby utrzymać inflację na niskim poziomie, rynek jest w stu procentach przekonany o tym, że to właśnie dane o inflacji zdecydują, czy w czerwcu (a może i w kolejnych miesiącach) Fed zdecyduje się podnieść stopy procentowe. Szacuje się, że publikowana dziś inflacja PPI wzrosła w maju o 0,5 proc., natomiast inflacja bazowa o 0,2 proc. Wzrost inflacji CPI oceniany jest natomiast na poziomie 0,4 proc., a inflacji bazowej
CPI na 0,2 proc. Inwestorzy przede wszystkim skupią uwagę na inflacji bazowej. Jej wzrost powyżej prognoz będzie jednoznaczny z dalszym zaostrzeniem polityki monetarnej. Dla indeksu S&P500 kluczowym poziomem wsparcia są obecnie okolice 1240-1245 pkt. Strefę wsparcia tworzy dolne ograniczenie dwuletniego kanału wzrostowego oraz szczyty z lipca, sierpnia i września 2005 roku. Strona popytowa obroniła poziom 1240-1245 pkt w ostatni czwartek. Jednak utworzona wówczas świecowa formacja młota nie sprowokowała nawet małego odbicia. Takie zachowanie popytu to duży minus, który zwiększa szanse na ponowny atak na wsparcie. Spadek poniżej opisywanej strefy wsparcia, na co obecnie wskazuje analiza techniczna, otworzy niedźwiedziom drogę aż do 1130 pkt. Przy czym, pierwszej większej korekty można oczekiwać dopiero na poziomie dołka z października 2005 (1176 pkt.). Obrona poziomu 1240 pkt., a więc dolnego ograniczenia dwuletniego kanału wzrostowego, jest niezwykle
istotna, z uwagi na sytuację
długoterminową. Wybicie dołem
będzie bowiem umownym