Jeszcze z rana ceny złota szły wczoraj w górę i zanosiło się na trzecią z rzędu sesję na plusie. Rynek reagował w ten sposób na zacytowane przez agencje prasowe słowa irańskiego prezydenta Mahmuda Ahmedineżada, który miał stwierdzić, że Iran nie zrezygnuje z programu jądrowego.

Oznaczałoby to, że Iran nie przyjmie propozycji ustźpstw ze strony państw Zachodu i zaryzykuje pogłębienie konfliktu. Napięcia polityczne sprzyjają inwestycjom w kruszce, które pozwalają ochronić kapitał właśnie w sytuacji dużej niepewności.

Część analityków jednak przyznaje, że ma dość już szumu dotyczącego Iranu i że nie będą brać nowych informacji poważnie dopóty, dopóki "irańskie bomby nie nadlecą nad amerykańskie wybrzeże". Podobnie muszą czuć inwestorzy, bo gdy tylko wczoraj po południu dolar umocnił się wobec innych walut, natychmiast przystąpili do wyprzedaży złota (notowania dolara i złota poruszają się zazwyczaj w przeciwnych kierunkach - w ostatnich dwóch miesiącach ta korelacja znacznie się wzmocniła). Na południowym fiksingu w Londynie uncja kosztowała już tylko 584 USD, czyli ok. 10 USD mniej niż rano i ponad 2 USD mniej niż w środę. Od tegorocznego (równocześnie wieloletniego) rekordu sprzed połowy maja złoto staniało do zeszłej środy o ponad 21 proc. Od tamtego czasu notowania są stosunkowo stabilne. W relacji czwartek do czwartku ceny wzrosły tylko o ok. 1,5 proc. Zdaniem analityków, ostrzejszej jazdy w górę można spodziewać się, jeśli cena złotego kruszcu ponownie przekroczy psychologiczną barierę 600 USD za uncję.