Stare powiedzenie giełdowe mówi, że rynek ma zawsze rację. Jeśli inwestorzy uznają, że ceny akcji są za wysokie i zaczynają sprzedawać papiery, to kursy są rzeczywiście za wysokie. Jeśli kupują akcje, które wydają się i tak zbyt drogie, widać tak naprawdę są one nadal tanie.

Problem w tym, czy ta reguła obowiązuje na rynku długu i stóp procentowych. Czy jeśli inwestorzy uznają, że stopy NBP w ciągu trzech miesięcy zostaną podwyższone, rzeczywiście RPP w tym kwartale dokona podwyżki?

Faktycznie, dane o produkcji przemysłowej, zatrudnieniu, płacach i sprzedaży detalicznej pokazują, że gospodarka jest rozpędzona. Tyle że - jak RPP już wielokrotnie dawała do zrozumienia - tempo wzrostu gospodarczego Rady nie interesuje. Obawy przed wygaszeniem wzrostu PKB nie uchroniły naszej gospodarki ani przed podwyżkami stóp procentowych w roku 2000 r. ani też w 2004. Liczył się wtedy wskaźnik inflacji i nie sądzę, aby teraz stanowisko Rady uległo zmianie.

A jeśli wziąć pod uwagę tylko wskaźnik wzrostu cen, to RPP musiałaby się nieźle nagimnastykować, aby teraz podwyżkę uzasadnić. Inflacja w maju wyniosła 0,9 proc. i jeszcze "nie dorosła" do dolnej granicy celu inflacyjnego, wynoszącego 1,5 proc. Do przekroczenia górnej zaś - wynoszącej 3,5 proc. - potrzeba by i gremialnej niechęci do rynków wschodzących, i gigantycznego wzrostu cen paliw, i koszmarnego projektu budżetu, i na dodatek ogromnych podwyżek płac. Jeden z tych czynników może zaistnieć, nawet dwa naraz. Ale wątpię, abyśmy mieli do czynienia ze wszystkimi jednocześnie.