Reklama

Rachunki oszczędnościowe powoli wypierają lokaty

Rachunki oszczędnościowe stają się coraz popularniejsze. Klienci lubią je za oprocentowanie i swobodny dostęp do pieniędzy. A banki... za zainteresowanie, jakie budzą u klientów

Publikacja: 27.06.2006 08:29

Rachunek oszczędnościowy, konto oszczędnościowe czy konto lokacyjne - nazwy, w zależności od banku, są różne, ale zasada działania jedna. Rachunki oszczędnościowe - łączą zalety wysokiego oprocentowania oferowane przez lokaty i swobodę dysponowania pieniędzmi konta osobistego. Pieniądze można wypłacić w każdej chwili nie tracąc przy tym odsetek.

Na rachunku średnio 15 tys. zł

Z uzyskanych przez nas danych wynika, że w ciągu roku do ponad 1 070 000 tego typu kont doszło 530 tys. kolejnych. W Getin Banku czy Banku BGŹ liczba rachunków niemal się podwoiła, a w pozostałych przyrosła co najmniej o połowę. Jak widać też po zgromadzonych na nich kwotach, w grę wchodzą niemałe pieniądze. Przeciętnie klienci oszczędzają na rachunku kilkanaście tysięcy złotych, a w Nordei czy Banku BGŹ jest to nawet w granicach 20 tys. zł.

Nic więc dziwnego, że w lutym tego roku na zaproponowanie takiego produktu zdecydowało się też Millennium. A ING BSK zrobił z niego niemal swój produkt flagowy. Kolejny raz zdecydował się na czasową promocję oprocentowania i przeprowadził kampanię reklamową rachunku oszczędnościowego. W ten sposób próbuje też do siebie przekonać nowy na rynku - Polbank EFG. 4,5-proc. odsetki, bez względu na wpłaconą kwotę, są obecnie bezkonkurencyjne.

Lokaty odejdą w zapomnienie

Reklama
Reklama

W krajach Europy Zachodniej rachunki oszczędnościowe na dobre zadomowiły się od dawna. Niska inflacja, a co za tym idzie i oprocentowanie depozytów sprawiły, że połączenie zalet konta z lokatą stało się jednym ze sposobów na zatrzymanie oszczędności w bankach. Tym bardziej że banki muszą tam ostro konkurować z inwestycjami w papiery wartościowe i fundusze inwestycyjne. Mieszkańcy Europy Zachniej przeciętnie składają w bankach tylko ok. 30 proc. swoich pieniędzy. Choć w Polsce nadal ok. 45 proc. oszczędności trafia do bankowych kas (na koniec marca było to 224,5 mld zł), to odsetek ten jednak maleje. W akcje, obligacje i fundusze inwestycyjne Polacy lokują już co piątą złotówkę (100 mld zł).

- W krajach Europy Zachodniej standardowe lokaty terminowe to już marginalny produkt - mówi Artur Jaśkiewicz, zastępca dyrektora bankowości detalicznej w Raiffeisen Bank Polska. - Właściwie korzystają z nich osoby z grubymi portfelami, negocjujące indywidualne oprocentowanie. Pozostali klienci detaliczni decydują się przeważnie na odkładanie na rachunkach oszczędnościowych. Banki wychodzą im naprzeciw z bardzo szeroką ofertą kont oszczędnościowych. Jestem przekonany, że w Polsce również będzie malała rola lokat terminowych na rzecz rachunków oszczędnościowych - tłumaczy. Jego zdaniem, do powrotu do lokat może jeszcze przekonać jedynie perspektywa dalszego istotnego spadku stóp procentowych. - Wówczas klienci częściej kierują pieniądze na długoterminowe lokaty ze stałym oprocentowaniem. - Taką sytuację mieliśmy np. przed dwoma laty - mówi Artur Jaśkiewicz z Raiffeisena. Ale na znaczące spadki stóp na razie się nie zanosi.

Obaw co do perspektyw rachunków oszczędnościowych nie ma również Andrzej Sowa, dyrektor departamentu klienta indywidualnego w ING Banku Śląskim. - Oszczędności Polaków rosną w szybkim tempie. Choć zmienia się podejście do inwestowania i rośnie zainteresowanie akcjami i funduszami inwestycyjnymi, to jednak nadal pieniądze szerokim strumieniem płyną do banków - zaznacza. - Polacy są mało skłonni do ryzyka i zmiana w mentalności zachodzi powoli - dodaje.

Bankom sprzyjają również załamania na rynku kapitałowym. Gdy kursy akcji i wartości jednostek funduszy inwestycyjnych zaczynają spadać, ludzie powracają do banków.

- Rachunki oszczędnościowe są dobrym pomysłem na przeczekanie. Było tak już zresztą niejednokrotnie - mówi Artur Jaśkiewicz z Raiffeisen Banku. - Z uwagą przyglądamy się obecnej sytuacji na rynku - dodaje. Ważne

nie tylko oprocentowanie

Reklama
Reklama

Przy wyborze rachunku nie można poprzestać wyłącznie na porównaniu wysokości oprocentowania. Oferta korzystna z punktu widzenia oprocentowania, może kryć wiele opłat dodatkowych. Niektóre banki proponują np. rachunek oszczędnościowy powiązany z ROR-em, za prowadzenie którego trzeba płacić, albo też oczekują określonych miesięcznych wpływów. Wysokość opłat może postawić pod znakiem zapytania opłacalność całego przedsięwzięcia, tym bardziej że oprocentowanie rachunków, nawet najatrakcyjniejsze, jest jednak niskie. Dla przykładu: posiadanie 10 tys. zł na rachunku oszczędnościowym z oprocentowaniem na poziomie 4-proc. w skali roku, daje miesięcznie 33,3 zł i to przed opodatkowaniem (fiskuskowi trzeba oddać 19 proc. zysków). Warto też zwrócić uwagę na zasady prowadzenia rachunku. Niektóre formy mogą się okazać mniej lub bardziej wygodne. Np. gdy konieczne jest samodzielne przekazywanie kwot na rachunek w formie jednorazowego przelewu lub wpłaty gotówkowej na rachunek oszczędnościowy z ROR-u, podczas gdy istnieje też możliwość ustalenia pewnej stawki progowej na swoim koncie osobistym. Jeśli saldo dzienne na koncie przekroczy ten poziom, to nadwyżka zostaje automatycznie przekazana na rachunek oszczędnościowy. - Ta opcja jest o tyle wygodna, że klient nie musi pamiętać o "ręcznym" przekazywaniu swoich nadwyżek finansowych na wyżej oprocentowany rachunek - tłumaczy Anna Kapluk-Pryczek z MultiBanku.

To nie jest

konto rozliczeniowe

Bez względu na sposób prowadzenia rachunku oszczędnościowego przez bank, pewne jest, że nie można traktować go jak zwykłego konta z lepszym oprocentowaniem. Banki bronią się przed takimi zakusami, pobierając wysokie opłaty za przelewy. Przeważnie oferują właścicielowi rachunku oszczędnościowego jeden przelew w miesiącu za darmo, ale już za kolejne każą sobie sporo płacić. W ING BSK na każdy następny przelew trzeba wydać od 6 do 10 zł, w Raiffeisenie 4,99 zł, a w Polbanku EFG 4 zł. Przy kilku operacjach koszty przelewów pochłoną całkowicie wpływy z odsetek. O rachunkach oszczędnościowych warto wiedzieć coraz więcej, bo jak pokazuje bankowość zachodnia, wyprą one wkrótce dobrze znane na naszym rynku lokaty.

Komentarz

Halina Kochalska

Reklama
Reklama

Nie warto patrzeć wyłącznie na poziom

oprocentowania

Nie ma wątpliwości, rachunki oszczędnościowe zmarginalizują lokaty terminowe. I stanie się to zapewne prędzej

niż się spodziewamy. Dziwi w tej sytuacji opór części banków przed wprowadzeniem takiego produktu do oferty.

Zapewne decyduje tu wzgląd na pamięć rzeszy Polaków, którzy na lokatach oszczędzali przez lata i tak będą

Reklama
Reklama

oszczędzać dalej.

Niewykluczone jednak, że bodźcem,

który zmobilizuje kolejne banki

do wpisania rachunków oszczędnościowych na listę swoich produktów będzie giełdowa bessa. Wtedy trzeba będzie

zawalczyć o osoby, które od inwestycji

Reklama
Reklama

wymagają nie tylko stopy zwrotu,

ale też elastyczności.

Pesymistyczne wizje - pomyślą giełdowi gracze. Wolę taki scenariusz niż powrót świetności lokat terminowych,

do którego doszłoby w warunkach

wysokiej inflacji. Brrr.

Reklama
Reklama

W tej sytuacji życzę wszystkiego

najlepszego rachunkom

oszczędnościowym, nich zadomowią

się u nas na dobre. Ach, i jeszcze

jedno. Nie warto patrzeć tylko

na oprocentowanie, ponieważ

to nie są lokaty. Bankowcy zaproponowali bardzo skompliowane i przemyślne oferty.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama