Reklama

Fundusze przez internet wciąż są niedoceniane

Odkąd w Polsce w 1991 roku pojawiło się pierwsze towarzystwo funduszy inwestycyjnych (TFI), w œwiadomoœci klientów niewiele zmienił siź sposób kupowania jednostek uczestnictwa

Publikacja: 28.06.2006 09:26

Kiedy przeciętny Kowalski podejmie decyzję o zainwestowaniu pieniędzy w fundusze, idzie do punktu obsługi klienta domu maklerskiego lub okienka w banku i tam składa zlecenie. Ewentualne kolejne dopłaty realizowane są w podobny sposób lub przez bezpośredni przelew środków na rachunek bankowy funduszu.

Czy może być inaczej?

W przyszłości - w miarę wzrostu popularności internetu - sytuacja może się zmienić. Zrewolucjonizował on wiele dziedzin życia, w tym zarządzanie finansami osobistymi.

W Polsce z internetu korzysta już ponad 9,2 mln osób. Jeszcze rok temu było ich 7,8 mln. Większa konkurencja wśród dostawców powoduje stały spadek cen dostępu do sieci i w konsekwencji dynamiczny wzrost liczby abonentów. Przekonały się o tym już banki, które prowadzą ponad 5,1 mln rachunków internetowych, oraz biura maklerskie, w których liczba e-rachunków wzrosła z około 29 tysięcy w 2003 roku do ponad 140 tysięcy w roku 2006. W przypadku funduszy inwestycyjnych kanał internetowy odgrywa relatywnie niewielką rolę. Największe towarzystwa obecne na rynku - Pioneer, ING, BZ WBK AIB - albo w ogóle nie zdobywają aktywów za pośrednictwem tego kanału, albo jest on dla nich - tymczasem - marginalny. Większość TFI swoją "internetowość" ogranicza do tworzenia prostych systemów transakcyjnych o ograniczonej funkcjonalności. Umożliwiają one wprawdzie składanie dyspozycji (konwersja, odkupienie, zmiana danych), ale nie eliminują najważniejszych barier: konieczności podpisania umowy w siedzibie dystrybutora (dopiero po tym fakcie można otrzymać PIN do serwisu internetowego) oraz konieczności samodzielnego dokonywania przelewów na pokrycie dyspozycji kupna jednostek (brak integracji z rachunkiem bankowym).

Innowatorzy atakują

Reklama
Reklama

Rynek zaczął zmieniać się 3 lata temu, kiedy powstały w Polsce dwie pierwsze platformy transakcyjne, które umożliwiają kupowanie jednostek funduszy przez internet: eFUND oraz Supermarket Funduszy Inwestycyjnych mBanku. W przypadku eFUND mamy do dyspozycji fundusze należące do sześciu towarzystw, natomiast mBankowe SFI oferuje dostęp do jedenastu TFI oraz dodatkowo integrację z rachunkiem bankowym. W tę stronę powędrowało również internetowe Inteligo, oferując klientom fundusze PKO Credit Suisse.

Internetowe "sklepy z funduszami" są popularne w krajach o rozwiniętych gospodarkach rynkowych. Chyba najbardziej znanym jest amerykański broker Charles Schwab, który oferuje klientom ponad 600 funduszy do wyboru. Dzięki temu, że większość funduszy oferowanych w ramach takich "supermarketów" jest wolna od prowizji, strumień aktywów płynący do firm zarządzających przez ten kanał stale się powiększa (obecnie ponad 20 proc. wpłat do funduszy). Jest to co najmniej kilka razy więcej niż w przypadku Polski. Nie oznacza to jednak, że w Polsce ten kanał dystrybucji się nie rozwija. Wprawdzie szacuje się, że środki pozyskiwane z internetu nie przekraczają obecnie 3-5 proc. aktywów funduszy, liczby bezwzględne jednak napawają optymizmem. O ile ani eFUND, ani Inteligo nie chwalą się swoimi osiągnięciami, o tyle SFI mBanku w szybkim tempie zmierza do 1 mld zł aktywów (obecnie ponad 800 mln zł).

Czym tłumaczyć brak naśladowców? Przyczyn może być kilka, ale najistotniejszą jest technologia. Zintegrowanie systemów TFI oraz banku, tak by zapewniały klientowi możliwość przeprowadzania transakcji i wgląd w aktywa z poziomu banku, jest związane z wydatkiem co najmniej kilku milionów złotych. Można spodziewać się, że w przyszłości takie usługi będą się dynamicznie rozwijać.

Dlaczego warto

przez internet?

Jest prościej, taniej, szybciej i tak samo bezpiecznie. Internet jest tanim kanałem, nie wymaga bowiem budowania siedzib i zatrudniania armii sprzedawców żyjących z prowizji. Dlatego w wielu przypadkach fundusze oferowane w internecie albo są całkowicie zwolnione z prowizji, albo jest ona niższa niż w przypadku tradycyjnych kanałów sprzedaży. A to jest wymierny zysk dla klienta, zwłaszcza w przypadku funduszy akcyjnych, gdzie niejednokrotnie dystrybutor pobiera nawet 4 proc. prowizji (fundusze akcji) w momencie wpłaty środków. Przy 10 tys. złotych daje to 400 zł, które można zaoszczędzić, jeśli skorzysta się z internetu. Należy jednak dokładnie sprawdzać warunki każdej oferty, ponieważ nie zawsze i nie wszyscy dystrybutorzy w internecie oferują korzystniejsze stawki, obawiając się konfliktu ze swoją tradycyjną siecią dystrybucji.

Reklama
Reklama

Jest prościej i szybciej, ponieważ większość operacji możemy wykonać z domu, w spokoju, w dogodnym dla nas momencie. To ważne, ponieważ mamy czas na przemyślenie decyzji i np. przeczytanie prospektu, co z kolei wielokrotnie może uchronić nas przed podjęciem złych decyzji. Minusem dla niektórych osób może być to, że nie mogą liczyć na pomoc ze strony doradcy, który wytłumaczyłby im, o co w tym wszystkim chodzi, przeanalizuje skłonność do ryzyka inwestora i zasugeruje wybór odpowiedniego produktu. Dociekliwi znajdą jednak na stronach wiele narzędzi (tabel, wykresów, kalkulatorów, narzędzi pozwalających na określenie profilu ryzyka itp.), które pomagają w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

Mit o hakerach czyszczących nasze rachunki włóżmy między bajki. Skala internetowych oszustw w finansach nie jest większa niż w przypadku tradycyjnych kanałów dostępu. Prawdopodobieństwo, że ktoś nieuprawniony wyzeruje nam rachunek, jest tak samo małe, jak to, że ktoś - posługując się naszym zagubionym lub skradzionym dowodem osobistym - podejmie pieniądze w placówce banku. Według klasyfikacji opublikowanej przez amerykańską Federal Trade Commission, aż 71 proc. oszustw internetowych to przestźpstwa związane z aukcjami. Pierwsza pozycja związana z bankowością pojawia się dopiero na 4. miejscu i dotyczy kart kredytowych, ale jej udział to zaledwie 5,4 proc. Dane te mogą potwierdzić doświadczenia klientów SFI mBanku - po 3 latach działalno?ci i wykonaniu ponad 2 mln transakcji na jednostkach funduszy, nie zanotowano ani jednego przypadku zaginięcia lub kradzieży środków.

Internet to doskonałe, ale wciąż niedoceniane miejsce do inwestowania w fundusze. To wygoda i oszczędność czasu. Oferty są jednak zróżnicowane tak pod względem poziomu oferowanych usług, jak również ceny, dlatego warto dobrze poszukać, zanim postanowimy wybrać. W wirtualnym inwestowaniu doskonale poczują się wszyscy ci, którzy potrafią sami poszukiwać informacji, podejmować suwerenne decyzje inwestycyjne oraz poszukują najlepszych ofert cenowych.

1 mld zł

- aktywa o takiej wysokości może wkrótce zebrać Supermarket Funduszy Inwestycyjnych mBanku (teraz ma ponad 800 mln zł). Jednostki uczestnictwa funduszy SFI sprzedaje wyłącznie przez internet.

ponad 9,2 mln osób

Reklama
Reklama

- tylu Polaków korzysta z internetu

(w 2005 r. było to 7,8 mln osób).

Dyrektor ds. produktów

inwestycyjnych mBank

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama