Zadaniem minimum, jakie stało do wykonania przed obozem byków, była obrona wczorajszego wzrostu. Dla zachowania dobrych nastrojów nie potrzeba było kontynuacji ruchu, ale wystarczyła jedynie płytka korekta. Zadanie to zostało wykonane i to z nawiązką. Nie tylko spadek cen był płytki, ale też popyt powiększył wczorajszy dorobek. Tym samym wyraźniej wyszedł ponad poziom 2700 pkt.
Czy można już mówić o zanegowaniu sygnałów zmiany trendu na spadkowy? Ja bym jeszcze nie był takim wielkim optymistą. Zwróćmy uwagę na fakt, że dzisiejszy wzrost dokonał się już przy mniejszym obrocie, którego wartość jest jedynie przyzwoita, a z pewnością nie można jej nazwać znaczącą. Nie umknęło chyba niczyjej uwadze to, że ten obrót jest mniejszy od tego z wtorku. Mimo iż próbowano kontynuować wzrost. Nieszczęśliwy, bo podważający sam ruch cen, jest moment wzrostu. Każdy ma świadomość, że zbliża się koniec czerwca, a zatem również kwartału i półrocza. Podnoszenie cen w tych dniach niekoniecznie musi oznaczać szczerą chęć powrotu na rynek.
Każdy też pamięta, że
obrona wsparcia nad 2400 pkt była dość ślamazarna. Popyt jakoś się nie palił do działania.
Teraz się to nagle zmieniło? Można się zastanawiać, czy ta zwyżka to nie jest tylko podpuszczenie przez podaż, by zadziałać z wyższego poziomu. Jaka jest bowiem alternatywa