Reklama

Spieramy się z Brukselą o poziom deficytu

Polska kwestionuje sposób, w jaki Komisja Europejska liczy nasz deficyt. Resort finansów uważa, że procedury ostrożnościowe wobec naszego kraju stosowane są na wyrost

Publikacja: 03.07.2006 10:07

Szóstego czerwca br. wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska wysłała do przewodniczącego Komisji Europejskiej José Manuela Barroso list z pytaniem, dlaczego Polska traktowana jest jako kraj o zbyt wysokim deficycie. O dokumencie rynek plotkował od pewnego czasu. Informację, że został wysłany, znaleźć można dopiero w opublikowanym w czwartek "Przeglądzie Makroekonomicznym" Ministerstwa Finansów. - Zdecydowaliśmy się skierować do Brukseli zapytanie, dlaczego jesteśmy objęci procedurą, ponieważ rzeczywiste wartości deficytu sektora finansów publicznych były niższe niż wyznaczona przez Unię wartość 3 proc. PKB - potwierdza Jacek Krzyślak, dyrektor Departamentu Polityki Finansowej, Analiz i Statystyki resortu.

Pesymistyczne prognozy

Rzeczywiście, w 2005 r. deficyt sektora finansów publicznych wyniósł 29,95 mld zł, a więc 2,5 proc. PKB. To mniej niż referencyjna wartość 3 proc., przekroczenie której traktowane jest przez Brukselę jako złamanie dyscypliny fiskalnej. Również w tym roku rząd prognozuje niższy niedobór - 2,8 proc. PKB. Dane te trafiły do Komisji pod koniec marca, w ramach tzw. notyfikacji fiskalnej. Zdaniem MF, Bruksela powinna docenić dobre wyniki polskiego budżetu.

Unijni urzędnicy tego jednak nie zrobili. Wciąż obowiązuje nas procedura nadmiernego deficytu. Objęci nią zostaliśmy jeszcze 7 lipca 2004 r. W kwietniu br. unijni urzędnicy wydali za to zaskakujące dla Polski prognozy, w których poziom deficytu sektora, zarówno w 2006, jak i 2007 r., oszacowali na 3 proc. PKB. Komisja wskazała wówczas na ryzyko, jakie niosą rządy populistów, a także przeszacowanie wpływów z podatków pośrednich. Tymczasem wykonanie tegorocznego budżetu idzie nadzwyczaj dobrze. MF spodziewa się nawet deficytu mniejszego o kilka mld zł od planu. Z końcem sierpnia GUS prześle do Brukseli kolejną notyfikację, w której znajdzie się prawdopodobnie niższa prognoza poziomu deficytu sektora na 2006 r.

O co ten ambaras?

Reklama
Reklama

Cały spór idzie o swobodę w planowaniu wydatków: "Korzyść z zakończenia procedury w 2006 r. byłaby niezaprzeczalna. Polska zyskałaby relatywną swobodę w projektowaniu budżetu na 2007 r." - czytamy w "Przeglądzie". KE wymusza na nas teraz redukcję deficytu nominalnego. Tyle tylko, że od marca 2007 r. problem znowu powróci - od tego momentu jesteśmy bowiem zobowiązani wliczać do niedoboru transfery do Otwartych Funduszy Emerytalnych. A to oznacza jego powiększenie o 1,6-1,9 proc. PKB.

MF nie otrzymało do tej pory odpowiedzi z Komisji. Polscy eurodeputowani, do których dotarła kopia listu, są raczej sceptyczni co do efektów, jakie wywoła. - Niepotrzebnie "boksujemy się" w tej sprawie. Takim listem dostarczamy Komisji argumentów, że nie zamierzamy szybko ograniczyć niedoboru. Bruksela nie może jednak udawać, że nie wie o pracach nad polskim budżetem. Wynika z nich, że w 2007 r., po dołączeniu kosztów reformy emerytalnej, znów przekroczymy 3 proc. PKB - uważa prof. Dariusz Rosati, członek Komisji Gospodarczej i Monetarnej Parlamentu Europejskiego.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama