Wczoraj na dobre zaczęły się wakacje, co nie pozostało bez wpływu także na giełdę. Godzinę przed zamknięciem sesji, dla sześciu spółek z WIG20 wolumen nie przekraczał 10 tys. akcji. Ostatnią transakcję walorami Kęt mieliśmy pół godziny wcześniej, obrót Boryszewem nie przekraczał 300 tys. zł (licząc pojedynczo). Jeszcze gorzej było na spółkach z MIDWIG. Tutaj zdarzały się firmy, w przypadku których przez rynek przeszło mniej niż tysiąc akcji. Na przykład, notowania Stalproduktu, firmy, której wartość rynkowa przekracza 1,7 mld zł, rosły 4,5 proc., przy wolumenie 242 akcji. Dzisiaj, ze względu na święto w USA, zapewne nie będzie lepiej.
Na razie zatem nie doczekaliśmy się rozstrzygnięcia, czy czerwcowa zwyżka była tylko wstępem do letniej hossy, czy też początek lipca przyniesie obniżenie kursów, podciągniętych na koniec kwartału. Na marginesie - trudno stwierdzić, żeby coś takiego jak wzrost kursów w lipcu i sierpniu, czyli letnia hossa, regularnie na GPW występował. Średnia dwumiesięczna stopa zwrotu w całej historii WIG20 wynosi 2,2 proc, natomiast dla okresu lipiec-sierpień 3,5 proc. Po usunięciu dwóch skrajnych wartości (wzrost 1994 r. i spadek 1998 r.) zostaje 2,8 proc., na co największy wpływ ma znakomity 2003 rok (+30,8 proc.)
Takie sesje jak wczoraj "zaśmiecają" tylko wykresy. Część inwestorów będzie pewnie starała się zbudowaną na wykresie świeczkę, pokazującą dość znaczną rozpiętość notowań, jakoś zinterpretować. Obawiam się tylko, że w sytuacji, kiedy aktywny handel trwa jedynie na KGHM, może to być zadanie jałowe.