Reklama

Szef GM nie chce wielkiego sojuszu

Zarząd General Motors przedstawi dziś radzie nadzorczej koncernu argumenty przeciwko aliansowi z Renault i Nissanem - doniosła amerykańska prasa. Ale nie przekreśla to przymierza motoryzacyjnych potęg

Publikacja: 07.07.2006 08:58

Nie jest tak, że dyrektor generalny GM Rick Wagoner zupełnie odrzuca pomysł porozumienia firm, które razem mogą opanować jedną czwartą światowego rynku motoryzacyjnego. Według informacji "Wall Street Journal", powołującego się na informatorów z otoczenia zarządu firmy, Wagoner, który jest też szefem rady nadzorczej koncernu, zaproponuje pozostałym jej członkom przeprowadzenie badania, jakie korzyści może przynieść współpraca z Renault i Nissanem. Dopiero jego wyniki mają stać się podstawą do dalszych działań.

Wagoner jest urażony

Ta sama gazeta twierdzi jednak, że Wagoner ma dziś zgłosić wiele uwag dotyczących zarówno samej istoty porozumienia z dwoma pozostałymi producentami samochodów, jak też sposobu, w jaki sprawę nagłośniono.

Przypomnijmy, że z ideą sojuszu wyszedł miliarder Kirk Kerkorian. Jest to teraz największy indywidualny udziałowiec GM, który na akcjach borykającej się z kłopotami firmy stracił już ponad miliard dolarów. Po cichu porozumiał się z Carlosem Ghosnem, który uratował od bankructwa japońskiego Nissana, a teraz z sukcesami szefuje także Renault. Te dwie firmy, od siedmiu lat ściśle współpracujące ze sobą, miałyby wesprzeć GM, kupując po 10 proc. akcji, a także współuczestnicząc, na przykład, w zakupach części. Wagoner i inni członkowie zarządu GM mają dziś dać do zrozumienia, że traktują projekt jako wrogie wobec siebie przedsięwzięcie.

Z informacji agencji Reutera, pochodzących od osób związanych z Kerkorianem, wynika, że jego plany znalazły poparcie przynajmniej części członków rady nadzorczej GM.

Reklama
Reklama

Rada na łączach

Dzisiaj rada, której członkowie będą rozmawiać za pośrednictwem łączy telefonicznych, ma omówić projekt amerykańsko-francusko-japońskiego aliansu. Analitycy twierdzą, że da mu zielone światło, głównie dlatego, że potentat z Detroit nie ma żadnej alternatywnej opcji na poprawę swojej sytuacji. Od dłuższego czasu topnieje jego udział w amerykańskim rynku motoryzacyjnym (głównie na rzecz producentów z Japonii) i zeszły rok zamknął stratą ponad 10 mld USD. - Inwestorzy będą rozczarowani, jeśli rada nie pozwoli na zbadanie propozycji - stwierdził cytowany przez gazetę "Detroit Free Press" Brad Rubin, analityk z BNP Paribas. Najprawdopodobniej jednak poza tą zgodą żadne kluczowe decyzje nie zapadną.

Eksperci podkreślają, że przyjrzenie się finansowej stronie przedsięwzięcia może zająć sporo czasu. Firmy nie mają komplementarnej oferty - wszystkie specjalizują się w autach dla masowego klienta - i w znacznej części obsługują te same rynki (np. w Europie Renault konkuruje z należącym do GM Oplem). Nie ma więc szans na korzyści, jakie odniosły z połączenia koncerny Daimler-Benz i Chrysler.

Carlos Ghosn dostał już zgodę na rozmowy z przedstawicielami GM od obu spółek, którymi kieruje. 14 lipca ma się też spotkać z Wagonerem, choć oficjalnie nikt nie chce tego potwierdzić.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama