WIG20 rozpoczął piątkowe notowania na poziomie 2863,66 pkt, czyli spadkiem o 2,28 proc. Złożyły się na to nienajlepsze nastroje po wyprzedaży dzień wcześniej, kiedy WIG20 stracił 4,43 proc., co było największym spadkiem do
22 maja. Ponadto niekorzystny wpływ miała czwartkowa wyprzedaż na Wall Street, poranne spadki w Europie i nowe rekordy cen ropy.
Po tym, bardzo słabym otwarciu, w ślad za korygującą ropą i odrabiającymi straty europejskimi indeksami, polska giełda zaczęła również piąć się do góry. W efekcie indeks dużych spółek zakończył dzień na poziomie 2919,45 pkt
(-0,38 proc.).
Wczorajsze zachowanie rynku było dość jasną wskazówką, że gracze nie mają zamiaru jeszcze kończyć rozpoczętej przed miesiącem letniej hossy. Tak bowiem należy interpretować, nie tylko obronę układu wsparć w przedziale 2845-2890 pkt, jaki tworzy dołek z 5 lipca, 38,2-proc. zniesienie impulsu wzrostowego 13 czerwca - 12 lipca oraz połowa długiej białej świecy z 6 lipca, ale przede wszystkim zamknięcie porannej luki bessy. Takie zachowanie rynku zmniejsza, ale nie wyklucza, zagrożenie silnymi spadkami, które mogłyby być falą c, rozpoczętego w maju korekcyjnego zygzaka. Na razie z wykresów nie można jeszcze od czytać sygnałów potwierdzający taki scenariusz. Nie jest nim powstały na wykresie tygodniowym, zapowiadający spadki, krzyż harami. Wymaga on bowiem potwierdzenia, jeżeli nie przez czarną tygodniową świecę, to przynajmniej przez spadek poniżej pierwszego zniesienia Fibonacciego ostatnich wzrostów (2860 pkt).