Zostać czy nie zostać inwestorem w SkyEurope - oto jest pytanie. Jakiekolwiek informacje o spółce są praktycznie nie do zdobycia. Po setnym telefonie do biura maklerskiego i rozmowie z analitykiem, którą moi rozmówcy zaczynali zazwyczaj od słów: "wie pan, tą spółką nikt się u nas nie zajmuje" - zacząłem się jednak zastanawiać. Skąd ta niechęć do branży lotniczej? O niechęć do Słowaków nikogo nie posądzam. W odpowiedzi usłyszałem, że jest wiele ciekawszych firm. Zirytowany rozmowami z rodzimymi analitykami, udałem się do źródeł. W Banku Inwestycyjnym CA IB w Austrii, który wprowadzał spółkę na giełdy w Warszawie i Wiedniu, wiele więcej się nie dowiedziałem. Tyle że bank - owszem - wprowadzał spółkę na giełdę, ale teraz też jakoś się nią nie zajmuje. Co ciekawe, SkyEurope chce podnosić kapitał i choć nie potwierdza, kto będzie pośrednikiem, to nie zaprzecza, że może to być właśnie CA IB. Naprawdę dziwne. Instytucja, która może zająć się kolejną emisją - nie ma informacji o spółce.
Po rozmowie z członkiem zarządu przewoźnika byłem nieco mądrzejszy, ale nadal nie przekonany. Większość informacji, jakie mogą przydać się inwestorowi, jest poufnych. Niestety, gracze zniechęcają się łatwiej niż dziennikarze i raczej niewielu z nich zdecyduje się na wykonanie telefonu do zarządu spółki.
Firma powinna spróbować aktywniej dotrzeć do potencjalnych akcjonariuszy, bo oni muszą wiedzieć, dlaczego kupują akcje i z pewnością będą chcieli wiedzieć, dlaczego cena akcji, które mają, spada. I czy to chwilowe załamanie, czy należy już liczyć straty w portfelu.