Po kilku z rzędu kiepskich sesjach najważniejsze światowe indeksy giełdowe były już blisko dołków z pierwszej połowy czerwca, dlatego wyraźne odbicie było im bardzo potrzebne.
Nastąpiło wczoraj dzięki Benowi Bernanke, prezesowi amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Wystarczyło kilka korzystnych - to znaczy takich, które wskazałyby na możliwość zatrzymania cyklu podwyżek stóp procentowych w USA - stwierdzeń w tekście jego wystąpienia przed komisją bankową Senatu, by indeksy na Wall Street i na całym świecie ruszyły ostro na północ. We Frankfurcie i Paryżu skala wczorajszej zwyżki przekroczyła poziom 2 proc. W Nowym Jorku indeksy wspięły się po dwóch godzinach handlu po ok. 1,5 proc.
Bernanke nie zawiódł inwestorów, mówiąc m. in., że efekty serii podwyżek stóp za Atlantykiem dopiero nastąpią i że amerykańska gospodarka weszła w fazę umiarkowanego wzrostu. To wszystko oznacza, że prawdopodobnie polityki pieniężnej nie będzie trzeba już zanadto zacieśniać i kapitał, niezbędny także do gry na giełdzie, nie podrożeje.
Dodatkowo pomogły dobre wyniki kilku amerykańskich spółek. Bank JP Morgan aż trzykrotnie zwiększył zysk w ostatnim kwartale i pobił oczekiwania analityków, co inwestorzy docenili, windując kurs o ponad
3 proc. Nieco mniej podskoczyły akcje Bank of America, którego wyniki też były lepsze od prognoz. Z tego samego powodu wyraźnie drożały również papiery koncernu informatycznego IBM.