Reklama

Propaganda sukcesu nie szkodzi i nie pomaga

Chcąc nie chcąc premier właśnie w sferze gospodarki wziął na siebie najpoważniejsze z zaciągniętych wczoraj zobowiązanie. Z niego będzie rozliczany szczególnie

Publikacja: 20.07.2006 09:15

Wiemy, czego życzy sobie nowy premier, a więc i nowy rząd. Cel został określony jasno: sukces. W gospodarce łatwo o definicję. Mamy ponad 16-procentowe bezrobocie. PKB rośnie w tempie około 5 proc. Inflacja wynosi niespełna 1 proc. Za euro płacimy nieco ponad 4 zł, a za dolara sporo ponad 3 zł. Produkcja przemysłowa jest większa o kilkanaście procent niż przed rokiem.

Sukcesem, z wyjątkiem niskiej inflacji czy silnej waluty, nie będzie utrzymanie stanu rzeczy. O sukcesie pomówimy pod warunkiem, że PKB będzie rósł jeszcze szybciej i zaczniemy rzeczywiście skracać dystans do krajów rozwiniętych; bezrobocie istotnie - z naciskiem na słowo istotnie - spadnie; inwestycje - i te zagraniczne, i te podejmowane siłami naszych przedsiębiorstw - znacząco się zwiększą.

Cel jest bardziej ambitny niż na pozór się zdaje. Sukces ma odczuć każda polska rodzina, nie tylko biegła w analizie danych statystycznych czy czytająca na co dzień "Parkiet", a więc śledząca życie gospodarcze na bieżąco.

Musi być więc łatwiej, nawet na prowincji, o dobrą pracę. Zarobki powinny wzrosnąć (nie tylko menedżerom). Jeśli przy tym mieszkań będzie więcej, a nie tylko będą droższe; przybędzie dróg, mostów i autostrad (długość nowych oddawanych z pompą odcinków liczona będzie nie w kilometrach, ale w setkach, a najlepiej tysiącach kilometrów), poprawi się opieka zdrowotna (tu tzw. baza jest wyjątkowo nisko), łatwiej będzie o przedszkole i dobrą szkołę, emeryci będą lepiej uposażeni, wczasy relatywnie stanieją, a otoczenie, np. dworce i publiczne place, choć trochę wypięknieje, to będzie to już widoczna zmiana.

Między wspomnianą wcześniej "statystyką" a odczuwalną poprawą jest niezaprzeczalny związek. Nowy premier - choć gospodarka to nie jest to, co lubi najbardziej - ma chyba tego świadomość, skoro mówi, że podstawą sukcesu i "nowego początku" (który to już nowy początek?) są wzrost dochodu narodowego, eksportu, produkcji przemysłowej czy mocna złotówka.

Reklama
Reklama

Ale w ten oto sposób chcąc nie chcąc premier właśnie w niezbyt lubianej sferze gospodarki wziął na siebie najpoważniejsze z zaciągniętych wczoraj zobowiązanie. Z niego na pewno rozliczany będzie szczególnie skrupulatnie.

Osiągnąć sukces próbowało wielu. Powstawały zespoły ds. odbiurokratyzowania gospodarki, uproszczenia podatków, reformy finansów publicznych, ożywienia przedsiębiorczości itd., itp. Każdy chciał dobrze, a wyszło, jak wyszło. Jeśli gospodarka dobrze sobie radzi to nie dzięki, ale wbrew zalewowi pustych haseł i niespełnionych obietnic.

Cel jest ambitny. Jasno zdefiniowany. Brak jednak odpowiedzi na pytanie, jak nowy rząd chciałby go osiągnąć. To zła wiadomość. Tu, niestety, nic się nie zmienia, obojętnie kto staje za sejmową mównicą. Dobra wiadomość jest taka, że premier w gruncie rzeczy nie powiedział też nic takiego, co realizację celu mogłoby oddalić, a przecież nie brakowało takich obaw.

Gospodarka radzi sobie dobrze, bo nie brak nam optymizmu i wiary w sukces. Wczorajsze exposé to była na razie tylko "propaganda sukcesu". Umocniła wiarę, ale cudu nie było. A szkoda.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama