Giełda w Tel Awiwie jest dość odporna na toczący się konflikt zbrojny. Wprawdzie przez dwa dni od zaatakowania przez wojska izraelskie ugrupowania Hezbollah w Libanie ceny akcji znacznie spadały, ale później nastąpiło też silne wybicie w górę i zwyżka wartości indeksu była największa od ponad dwóch lat. Indeks od początku roku stracił tylko kilka procent.
Główny powód to przekonanie graczy giełdowych, iż mimo konfliktu, który dla Izraelczyków nie jest przecież wydarzeniem nowym i nadzwyczajnym, akcje notowanych firm będą korzystać na szybkim wzroście gospodarczym. - Gospodarka izraelska radzi sobie bardzo dobrze - ocenia Jonathan Asante z firmy finansowej First State Investments Services w szkockim Edynburgu. Gospodarce, bardziej stabilnej niż kiedyś, sprzyjają malejący deficyt budżetowy, zwiększające się inwestycje zagraniczne, a także niskie stopy procentowe.
Na dalszy dynamiczny wzrost w Izraelu liczy także znany amerykański inwestor, miliarder Warren Buffett. Na tydzień przed wybuchem konfliktu w Libanie sfinalizował zakup udziałów w spółce Iscar Metalworking. Zainwestował w nią 4 miliardy dolarów i po wakacjach wybiera się na inspekcję.
W Tel Awiwie można nieźle zarobić. Od dołka w lutym 2003 r. tamtejszy indeks TA-25 w ujęciu dolarowym prawie trzykrotnie zwiększył swoją wartość.
Akcje farmaceutycznej spółki Teva, właściciela dawnej kutnowskiej Polfy, od lutego 2003 r. zyskały 69 proc. Dzięki temu kapitalizacja tej największej firmy, notowanej w Tel Awiwie, wzrosła do 24,9 miliarda dolarów.