Po silnych spadkach na rynkach zagranicznych, przyszedł czas na równie silną korektę. Korektę lub powrót trendu, lecz tego w obecnej chwili niestety nie da się dokładnie określić.

Od ponad miesiąca S&P 500 znajduje się w szerokiej konsolidacji między poziomem 1225 a 1280 punktów. Choć z uwagi na dołki z połowy czerwca i połowy lipca może ona nieco przypominać formację podwójnego dna, to jednak w obecnej chwili jest jeszcze za wcześnie, by mówić o odwróceniu dotychczasowej tendencji spadkowej. Do chwili przełamania górnego ograniczenia konsolidacji, a jeszcze lepiej lokalnego szczytu z początku czerwca w okolicy 1290 punktów, należy zakładać korekcyjny charakter obecnego ruchu, po którym na rynku powinny ponownie zagościć spadki. Choć ich minimalny zasięg można wyznaczyć już na 1210 punktów, to jednak najprawdopodobniej sięgną niżej, przynajmniej w okolicę 1185-1190 punktów, gdzie przebiega dolne ograniczenie długoterminowego kanału spadkowego. Jego przełamanie oznaczałoby rozpoczęcie nowej fali spadkowej, której zasięg można wyznaczyć nawet poniżej 1000 punktów.

Podobnie jak na giełdach za oceanem, tak i na rynkach środkowoeuropejskich po silnych spadkach z maja i pierwszej połowy czerwca, przyszedł czas na równie silne odreagowanie. Większość indeksów regionu odrobiła już połowę lub nawet ponad połowę strat z wcześniejszych tygodni. W obecnej chwili należy zatem zastanowić się, czy dotychczasowe wzrosty to już powrót długoterminowego trendu, czy tylko silna fala B lub X rozbudowanej korekty, po której nastąpi dalsza część spadków. Niestety, na to pytanie nie ma jednej, prostej odpowiedzi. Tym właśnie charakteryzują się korekty, że zazwyczaj ich końca nie da się dokładnie wyznaczyć. W tym przypadku jest podobnie. Możemy co najwyżej zgadywać, a potwierdzeniem naszych prognoz będzie dopiero albo przełamanie szczytów z początku maja, albo kontynuacja spadków. Ja stawiam właśnie na ten drugi scenariusz.