Największy wzrost w tym miesiącu odnotowały wczoraj ceny złota. Rynek zareagował tak na spadek notowań dolara, który osłabł na skutek spekulacji o zwalniającym tempie wzrostu gospodarczego w USA i planowanej przerwie w podwyższaniu stóp procentowych przez tamtejszą Rezerwę Federalną. Amerykańska waluta w stosunku do jena i euro była najsłabsza od dwóch tygodni.

Złoto w najbardziej popularnych kontraktach grudniowych zdrożało wczoraj w Nowym Jorku o prawie 3 proc., do 652,5 USD za uncję. W Londynie za uncję w dostawach natychmiastowych płacono na popołudniowym fixingu 639 USD.

Notowania złota odrobiły spadek z początku tygodnia, do którego przyczyniły się m.in. oczekiwania załagodzenia konfliktu między Izraelem a Libanem (złoto zawsze jest chętniej kupowane w czasie zagrożenia i sprzedawane, gdy sytuacja geopolityczna się stabilizuje - przy czym barometrem napięcia dla inwestorów z rynku kruszców były ostatnio ceny ropy naftowej). Wróciły do poziomu ostatnio obserwowanego w środę przed tygodniem. Równocześnie ceny wciąż są o ok. 10 proc. niższe od tych podczas majowego szczytu, kiedy znajdowały się na poziomie najwyższym od 26 lat. Za uncję płacono wtedy ponad 730 USD.

Ta bariera może być coraz bliżej, bo wielu analityków spodziewa się dalszego wzrostu notowań złotego kruszcu. Sprzyja temu sytuacja na rynku walutowym, ale na zwyżkę wskazuje też analiza techniczna. Spore znaczenie powinien mieć rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie i prognozy amerykańskiego wzrostu gospodarczego (dziś publikowane są wstępne dane za II kwartał).