Niemiecki gigant energetyczny E. ON, druga co do wielkości firma w branży na świecie, dostał zgodę na przejęcie hiszpańskiej Endesy. Za kontrolę nad tą firmą oferuje 26,9 miliarda euro, ale kierownictwo Endesy uważa, że to za mało.
Na razie Niemcy, którzy ofertę zakupu udziałów Endesy złożyli kilka miesięcy temu, pokonali pierwszą ważną przeszkodę i uzyskali zgodę Krajowej Komisji Energii, nadzorującej ten segment rynku. Pozwolenie ma jednak charakter warunkowy, gdyż E. ON będzie musiał sprzedać jedną trzecią potencjału wytwórczego Endesy na rynku hiszpańskim oraz aktywa na Balearach i Wyspach Kanaryjskich. - Warunki są twarde, ale zgodne z tym, czego można się było spodziewać - ocenił Peter Wirtz, analityk banku WestLB w Duesseldorfie.
Niemieckiej firmie bardzo zależy na przejęciu Endesy, bo chce mieć dostęp do szybko rosnącego rynku. Hiszpańska spółka jest obecna we Francji, Włoszech oraz Ameryce Łacińskiej. E. ON nie akceptuje jednak warunków określonych przez hiszpańską komisję i zarezerwował sobie "wszystkie opcje prawne".
Rząd hiszpański próbował storpedować plany Niemców i poparł wrogą ofertę Gas Natural z Barcelony, której wartość według obecnych cen akcji szacowana jest na 21,2 miliarda euro. Akcje Endesy wzrosły w piątek rano o 1,7 proc., do 26,66 euro, i kurs utrzymywał się powyżej ceny oferowanej przez E. ON (25,41 euro). W drugim kwartale miała lepsze wyniki od prognozowanych, a zysk netto zwiększyła z 396 milionów euro do 704 mln euro. Dynamicznie rośnie też kurs akcji E. ON-a. W czwartek, w związku ze spekulacjami o możliwości uzyskania zgody na przejęcie Endesy, walory niemieckiej firmy energetycznej zdrożały o 5,1 proc., w piątek o kolejne 2,9 proc.
Bloomberg, Dow Jones