Po czwartkowym wystrzale zadaniem byków na wczorajszej sesji było jedynie utrzymanie osiągniętych już poziomów. Nikt poważnie nie liczył na powtórkę akcji popytu. Faktycznie powtórki nie było, choć popyt próbował jeszcze coś dla siebie ugrać. Dla oceny całej sesji ważny okazał się wzrost w jej drugiej części. Pozostawia on inwestorów w byczych nastrojach na przyszły tydzień. Posypią się przypuszczenia, czy przypadkiem nie będzie możliwy ponowny atak na szczyty. Najlepiej w ciągu najbliższych dni.

Trudno w tej chwili takie oczekiwania nazwać przesadnym optymizmem, skoro do szczytów brakuje już całkiem niewiele. Inna sprawa, że nadal styl całej ostatniej fali wzrostowej pozostawia wiele do życzenia. Kursy rosną, co z pewnością cieszy tych, którym udało się wskoczyć w odpowiednim momencie na rynek. Teraz problemem jest moment wyjścia. Inne pytanie, jakie się nasuwa brzmi: co mają zrobić ci, którzy jeszcze na tym rynku nie są? Myślę, że "jeszcze" jest tu złym słowem. Ja pozwolę sobie powtórzyć, że dla mnie cała ta zwyżka jest bardzo podejrzana. Jak widać, daje się na niej zarobić. Nie sądzę jednak, by każdy ruch był godzien ryzykowania własnych pieniędzy.

Przebieg końcówki wczorajszej sesji tylko mnie w tym utwierdza. Indeks rośnie głównie dzięki koszom zleceń kupna. Mamy więc powtórkę z poprzednich dni. Obroty okazały się mniejsze od poprzednich. Można powiedzieć, że to oznaka korekty, bo przecież przez pierwszą połowę dnia staliśmy w miejscu. Zakończyliśmy jednak dzień blisko nowych szczytów tego wzrostu i wypadałoby, by było to potwierdzone aktywnością.

Na koniec mała uwaga dotycząca publikowanych wczoraj danych makro w USA. Chodzi mi o radość, jaka zapanowała na rynku akcji po słabszych danych o dynamice PKB w II kw. 2006 r. Słabszy odczyt odebrano jako zapowiedź zatrzymania sekwencji podwyżek stóp procentowych. Słusznie, jest to argument, choć dyskusyjny, zważywszy na wypowiedzi Bena Bernanke sprzed ponad miesiąca. Dlaczego się ucieszono, że podwyżek już nie będzie? Bo wyższe stopy mogą zaszkodzić gospodarce i spowolnić jej wzrost. Zauważmy jednak, że to dzieje się już, a przecież nie wszystkie podwyżki miały czas odcisnąć swoje piętno. Zatem w tej chwili inwestorzy cieszą się z tego, co ma już miejsce, a zarazem czego się obawiają w przyszłości. Racjonalny rynek?