Wczorajsza sesja pokazała, jak słaby jest popyt. Istniała szansa na jakieś większe odbicie, ale sił kupującym starczyło jedynie na dobry początek notowań. Reszta dnia to już tylko spadek cen. Na wykresie widać linię trendu wzrostowego, która została przełamana. Tym samym można przyjąć, że wyszliśmy z klina zwyżkującego, co ma negatywne konsekwencje, bo sugeruje, że spadek nie skończy się tak szybko.
Takie przypuszczenia są tym bardziej zasadne, że przecież cały ten wzrost, który się w klin ukształtował, cały czas budził wiele
wątpliwości. Brakowało potwierdzenia w skali obrotów i było mnóstwo sytuacji sygnalizujących próby podciągania cen. Zlecenia koszykowe w większym stopniu wpływały na wartość indeksu niż świadczyły o faktycznej chęci
zakupów.
By jednak za szybko nie wpadać w niedźwiedzią euforię, trzeba zaznaczyć, że potrzeba jeszcze zamknięcia luki hossy wykreślonej dwa tygodnie temu. Wczoraj się to nie udało. Być może okaże się to nawet przyczynkiem do odbicia kierującego się hasłem obrony wsparcia i "magicznego" poziomu 3000 pkt. Że to działa, pokazał wczoraj sam rynek. Gdy tylko ceny kontraktów zbliżyły się do okolic 3000 pkt, zaraz zaczęła spadać liczba otwartych pozycji.