Dla polskich inwestorów rynki finansowe krajów bałtyckich pomimo bliskości geograficznej są mało znane. Czym mogą zachęcić polskie podmioty?
Istotnie rynki Litwy, Łotwy i Estonii są mało znane w Polsce, co nie znaczy, że nie są interesujące. Wysokie tempo wzrostu bałtyckich gospodarek utrzymuje się od kilku lat, a konsekwentnie przeprowadzane reformy uatrakcyjniają ten region, a zarazem działające w nim spółki. Warto dodać, iż w tym roku oczekujemy dwucyfrowego wzrostu gospodarczego we wszystkich krajach regionu. Praktycznie wszystkie kraje mają nadwyżki budżetu państwa, a systemy podatkowe są stawiane za wzór dla innych państw w regionie. Moim zdaniem, dobre perspektywy naszych gospodarek utrzymają się przez kolejne lata. Jeżeli chodzi o strukturę rynku kapitałowego, to wszystkie giełdy tych trzech państw wchodzą w skład grupy OMX, która skupia parkiety skandynawskich i bałtyckich państw.
Czy zauważył Pan w ostatnim czasie zainteresowanie ze strony polskich inwestorów bałtyckim rynkiem? I odwrotnie, czy firmy z Litwy, Łotwy i Estonii chcą działać w Polsce?
Zdecydowanie tak. Jest to jedna z przyczyn, dlaczego nasza firma, Suprema Securities, rozpoczyna tutaj swoją działalność. W maju przeprowadziliśmy międzynarodowe IPO Eesti Ehitus, firmy z branży budowlanej, a kilku polskich inwestorów kupiło jej akcje. Spółka ta bardzo szybko się rozwija i właśnie podała dobre wyniki za drugi kwartał. Warto zaznaczyć, że na "naszych" rynkach jest wiele dynamicznie rozwijających się firm, które mają wskaźniki P/E niewiele wyższe niż 10. To może być interesujące dla polskich inwestorów portfelowych. Jeżeli chodzi o inwestycje bezpośrednie pomiędzy naszymi krajami, to należy pamiętać o przedsięwzięciach takich firm, jak Orlen i Opoczno na Litwie oraz nabycie Jelfy przez litewski Sanitas. Naprawdę dużo się dzieje.
Jak wygląda sytuacja, jeśli chodzi o prywatyzację w regionie? Czy można się spodziewać kolejnych debiutów na miejscowych giełdach.