Czołowe europejskie parkiety rozpoczęły wczorajsze notowania od silnych spadków i pod ich znakiem upłynął cały dzień. Chociaż w jego końcówce zostały one dość poważnie zredukowane. Posiadaczy akcji wystraszyły wczoraj poranne informacje z Wielkiej Brytanii o udaremnionym zamachu terrorystycznym. Jednak nie tylko wzrost zagrożenia terrorystycznego w Europie sprzyjał wczoraj sprzedaży akcji. Równie negatywny wydźwięk miała bowiem środowa sesja w USA. Mimo że rozpoczęła się ona wyraźnymi zwyżkami głównych amerykańskich indeksów, co wówczas podnosiło notowania w Europie, to zakończyła się ona zniżką. Tak naprawdę brakowało dla niej bezpośredniego wytłumaczenia. Rynek więc zaczął się obawiać, że prawdziwym powodem spadków w USA są obawy o kondycję amerykańskiej gospodarki. Wczorajsza obniżka indeksu FSTE100 w sposób zauważalny pogorszyła sytuację techniczną (mimo że na wykresie dziennym powstała popytowa świeca, która daje jeszcze nadzieje na wzrosty w kolejnych dniach). Indeks znalazł się poniżej przebiegającej na wysokości 5840 pkt dwumiesięcznej linii trendu wzrostowego. Ponadto został wczoraj wygenerowany pierwszy od końca kwietnia sygnał sprzedaży na MACD, co w połączeniu z negatywną dywergencją na tym wskaźniku zwiększa szanse na spadki. W podobnej sytuacji co FTSE100 jest niemiecki DAX. Od dwóch tygodni walczy on z poziomem 5710 pkt, gdzie barierę podażową tworzy 50-proc. zniesienie spadków z okresu 11 maj-13 czerwiec. Wczorajsza zniżka zwiększa szanse na ostateczne odbicie od tej bariery, a więc na zakończenie rozpoczętej w czerwcu korekty i powrót do zapoczątkowanych w maju spadków. Mogą one być zygzakiem abc, co przy założeniu równości fal oznaczałoby osiągnięcie w następnych miesiącach nawet 4800 pkt, czyli poziomów ostatnio notowanych w październiku 2005 r. Zarówno w przypadku DAX-a, jak i FTSE wczorajsze sesje nie przesądzają o początku nowej fali wyprzedaży. To bowiem dopiero pierwsze, ostrzegawcze, sygnały.