Mniejszościowy akcjonariusz Impexmetalu przez ponad 6 miesięcy próbuje się dowiedzieć, jak zostanie potraktowany przy fuzji Impexmetalu i Boryszewa. W tej sprawie interweniował już w kilku gazetach ekonomiczno-gospodarczych. Ponadto zawiadomienia o jego podejrzeniach zostały wysłane do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd oraz do Ministerstwa Sprawiedliwości.
Stanisław Drabarek boi się, że zostanie skrzywdzony. Twierdzi, że w przeszłości już dwukrotnie tracił na połączeniach giełdowych spółek, których był akcjonariuszem. Deklaruje, że nie jest przeciwny fuzji, chce być akcjonariuszem Boryszewa, bo wierzy w rozwój tej firmy.
Na razie może być zadowolony z tego, że jest inwestorem Impexmetalu. Od chwili, gdy rozpoczął "wojenkę" z Romanem Karkosikiem w sprawie fuzji, kurs tej spółki wzrósł o ponad 200 proc. Osobiście dziwię się panu Drabarkowi, że nie sprzedał z tak dużym zyskiem walorów spółki. Widocznie uważa, że potencjał wzrostowy tej firmy jest jeszcze bardzo duży. Ciekawi mnie, czy Stanisław Drabarek walczy o ideę, czy jego motorem napędowym jest wyłącznie chęć zysku lub też skłonność do awanturnictwa. Prawdopodobnie w grę wchodzą wszystkie trzy czynniki.
Mimo wszystko to dobrze, że jest ktoś, kto nie odpuszcza i swoim działaniem wprawia w stan wiecznej "proletariackiej" czujności zarząd Boryszewa i Impexmetalu. To daje nadzieję wszystkim niewielkim akcjonariuszom warszawskiej spółki, że nie zostaną źle potraktowani przy fuzji.