Sezon podawania wyników za II kwartał przez amerykańskie korporacje przypadł tym razem w szczególnym okresie. Od wiosny znów nad rynkami ciąży widmo spowolnienia tempa rozwoju amerykańskiej i światowej gospodarki. To skłania do jeszcze poważniejszego zastanowienia niż w poprzednich kwartałach, czy znakomita passa amerykańskich przedsiębiorstw nie dobiega końca. Tym bardziej że zyski w dwucyfrowym tempie poprawiają się od 17. kolejnych kwartałów. Poprzednia, podobnie korzystna seria wystąpiła od końca 1992 r. do końca 1995 r. i trwała 13 kwartałów. Inwestorzy w publikowanych wynikach, rewizjach prognoz, reakcjach rynków na nie próbowali znaleźć odpowiedź, na ile poważne tym razem jest takie zagrożenie (czy też jak poważnie traktują je inwestorzy).
Dobra passa trwa
Zysk na akcję spółek z indeksu S&P 500 zwiększył się w II kwartale o 19 proc. w porównaniu z tym samym okresem minionego roku. Poprawę odnotowało 80 proc. firm, prawie 17 proc. wypracowało gorszy rezultat. Tempo wzrostu zysku na akcję jest zatem jeszcze większe niż w trzech pierwszych miesiącach tego roku, kiedy wyniosło 16,6 proc. i rok wcześniej (12,4 proc.). Nie znamy wyników jeszcze ok. 8 proc. firm z indeksu S&P 500, ale nie zmienią one ogólnego obrazu. Na plus zaskoczyło blisko 71 proc. spółek, czyli prawie tyle samo, co rok wcześniej. Wyraźniejsza jest różnica jeśli chodzi o rozczarowania - wyniki gorsze od spodziewanych zanotowała blisko jedna piąta przedsiębiorstw wobec niecałych 17 proc. w II kwartale 2005 r. Analitycy oczekują podtrzymania znakomitej passy i liczą, że w II kwartale wzrost zysku na akcję spółek z S&P 500 sięgnie 15,7 proc. Widać więc, że mimo wyraźnych oznak zwalniania amerykańskiej gospodarki (większość danych o jej stanie w lipcu była gorsza od spodziewanych) optymizm specjalistów nie słabnie. Można to traktować jako jeden z elementów stanowiących zagrożenie na najbliższą przyszłość. Dalsze hamowanie gospodarki będzie zwiększać prawdopodobieństwo rewizji prognoz w dół.
Na razie sytuacja w tym zakresie nie daje wyraźnych sygnałów. Przez ostatnie cztery tygodnie (do połowy sierpnia, czyli opublikowania wyników przez ostatnie spółki z indeksu DJIA) o 91 firm więcej obniżyło prognozy niż je podniosło. Trzy miesiące wcześniej ta różnica wynosiła 62 spółki, a rok wcześniej 115. Przeciętnie od początku 2000 r. ta dysproporcja w momencie podania kwartalnych rezultatów przez ostatnią firmę z DJIA kształtowała się na poziomie 140. Widać więc wyraźnie, że przy jej ocenie musimy brać pod uwagę fakt, że naturalnym stanem rzeczy jest rewidowanie prognoz w dół. Równocześnie, jeśli to zjawisko traci na sile, trudno spodziewać się czegoś dobrego po zachowaniu giełdy. W ostatnich latach dwukrotnie mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy w 4-tygodniowym okresie liczba rewizji prognoz w dół była mniejsza od liczby podniesionych prognoz. Było tak na wiosnę 2002 r., co poprzedziło drastyczną wyprzedaż oraz 4 lata później, gdzie też zapowiadało to gorszą koniunkturę. Taka sytuacja jest zrozumiała, gdyż zachowanie rynków jest przede wszystkim pochodną oczekiwań, a faktyczne dane mają znaczenie głównie wtedy, gdy wyraźnie od nich odbiegają.
Brak większej reakcji