Analityk budowlany monachijskiego instytutu ekonomicznego Ifo Erich Gluch nie ukrywa, że Niemcy mają do czynienia z "eksplozją aktywności budowlanej". Peter Keitel, prezes największej niemieckiej firmy budowlanej Hochtief, jest bardziej wstrzemięźliwy w ocenach: - Nie mówiłbym jeszcze o boomie. Ale po dziesięciu latach spadku rynek się poprawia. Jeśli nadal tak będzie, budownictwo może odzyskać tradycyjną rolę motoru niemieckiej gospodarki.
Podziela tę opinię główny ekonomista do spraw europejskich w londyńskim biurze Merrill Lynch Klaus Baader: - Nawet jeśli sektor budowlany w Niemczech ustabilizuje się, i tak będzie miał znaczący wpływ na tempo wzrostu. W latach 2000-2005 recesja w budownictwie zmniejszała średnio tempo wzrostu PKB o 0,6 pkt proc. każdego roku.
Po dekadzie recesji
Ożywienie długo nie nadchodziło. Wydatki na budownictwo w minionej dekadzie spadły aż o 22 proc., zmniejszając się średnio o 2 proc. co roku. Setki tysięcy ludzi straciło pracę, zbankrutowały nawet tak znane firmy jak Philipp Holzmann i Walter Bau. Przyczyn takiej zapaści trzeba szukać w zjednoczeniu Niemiec w 1990 r. Po wchłonięciu komunistycznej NRD rząd federalny wpompował aż 600 mld USD w pięć wschodnich landów i Berlin. W rezultacie na całym wschodzie są setki opuszczonych wielopiętrowych bloków mieszkalnych i biurowców, a jednocześnie ponad milion domów stoi pustych. W latach 1994-2004 ceny domów spadły w Niemczech prawie o 7 proc. - obliczyła Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).
Największy wzrost od 10 lat