Impas panujący na rynkach wschodzących nie został przełamany. Trendy boczne wynikające z równowagi sił popytu i podaży utrzymują się praktycznie na całym świecie. Kupujący lub sprzedający uzyskają przewagę jedynie na kilka lub co najwyżej kilkanaście sesji. Przykładowo: w Brazylii w minionym tygodniu mogło się wydawać, że górą zdecydowanie są sprzedający. Mimo to indeks Bovespa nie przebił żadnego ważnego wsparcia (takiego jak lipcowy dołek). Trwające od kilku sesji odbicie sprawia, że dwumiesięczny trend boczny jest niezagrożony. Zresztą tendencja horyzontalna panuje także w dłuższej perspektywie - jeszcze od połowy stycznia. Nadzieję na wybicie z tego męczącego trendu w przypadku Bovespy daje wykres półrocznej stopy zwrotu. Obecnie jest ona ujemna i wynosi ok. minus 7 proc. Chodzi o to, że od początku

2003 r. spadek półrocznej stopy w okolicę od minus 6 proc. do minus 12 proc. dwukrotnie trafnie zapowiadał poprawę nastrojów.

Ważą się także losy rynku węgierskiego. W przypadku BUX-a roczna stopa zwrotu od ponad 2 miesięcy utrzymuje się w okolicy zera - pierwszy raz od początku hossy w 2003 r. Można więc powiedzieć, że tamtejszy rynek znajduje się na skraju bessy. W krótkim terminie decydujące będzie zapewne wybicie z dwumiesięcznego trójkąta symetrycznego. Odległość między jego ramionami jest już bardzo niewielka. Dolne ramię znajduje się w okolicy 21630 pkt, zaś górne - na poziomie ok. 22250 pkt. Jeśli konsekwencją wybicia z trójkąta będzie ruch w dół, to indeks może spaść do poziomu sprzed szybkiej zwyżki w końcu czerwca. To oznaczałoby spadek rocznej stopy zwrotu poniżej minus 10 proc. W przeciwnym, bardziej optymistycznym wariancie, BUX podskoczy do poziomu z połowy maja, a więc blisko tegorocznego szczytu. W tej sytuacji zniknie widmo bessy. Jak więc

widać, rozstrzygnięcie obecnego trendu bocznego może mieć kluczowe znaczenie dla koniunktury w nadchodzących miesiącach.