Po opublikowaniu tej wiadomości ceny miedzi spadły na londyńskiej giełdzie, bo Escondida jest największą na świecie kopalnią rudy tego metalu. W ub.r. pochodziło z niej ok. 8 proc. światowego wydobycia, 1,3 mln ton. Drastycznie przeceny miedzi nie należy jednak oczekiwać, bo już zapowiadane są strajki w innych kopalniach w Chile, które jest największym jej producentem na świecie.
Trochę jednak miedź może stanieć, ponieważ najnowsze dane potwierdzają spowolnienie wzrostu amerykańskiej gospodarki, a chińskie władze już od dłuższego czasu podejmują decyzje, zmierzające do ostudzenia tamtejszej koniunktury.
Pierwsze rezultaty tych posunięć już być może zaczynają być widoczne, bo w okresie styczeń-maj Chiny zużyły o 7 proc, mniej miedzi niż w takim samym okresie ub.r. W skali światowej produkcja miedzi była w tym czasie o 13 tys. ton większa niż jej zużycie. W pierwszych pięciu miesiącach ub.r. na rynku odnotowano deficyt w wysokości 179 tys. ton.
Obie strony ustąpiły
Górnicy z Escondidy przystąpili do strajku, gdyż zarząd kopalni, w 57 proc. należącej do australijsko-brytyjskiej spółki BHP Billiton, odrzucił ich żądania płacowe, a 7 sierpnia wygasł kontrakt, wynegocjowany przed trzema laty, kiedy ceny miedzi były ponad cztery razy niższe niż obecnie. Związki zawodowe domagały się podwyżki płac o 8 pkt proc. powyżej inflacji w Chile i 16 mln pesos (prawie 30 tys. USD) na każdego pracownika w formie jednorazowego dodatku. Argumentowano to koniecznością podzielenia się przez właścicieli z pracownikami olbrzymim zyskiem, osiągniętym dzięki gwałtownemu wzrostowi cen miedzi. Zysk netto BHP w I półroczu wyniósł 2,9 mld USD i był trzy razy większy niż w takim samym okresie przed rokiem.